Od niedzieli przebywa w Smoleńsku kilkunastoosobowa grupa składająca się z polskiego prokuratora, zespołu biegłych i specjalistów, którzy będą wykonywać m.in. uzupełniające czynności oględzin wraku i elementów samolotu TU-154M. Druga ekipa prokuratorów specjalistów przesłucha 13 świadków katastrofy, głównie nadzorujących ruch lotniczy na lotnisku Siewiernyj w Smoleńsku. - Należy docenić, że podjęto ten trud - mówi portalowi Fronda.pl Magdalena Merta, żona Tomasza Merty, który zginął w katastrofie smoleńskiej.

Polscy śledczy badają wrak samolotu i mają przesłuchać 13 świadków. To może być przełom śledztwa?
- Gdyby te badania nie miały nic nowego nie wnieść do śledztwa, to by ich przecież nie podjęto. Skoro prokuratorzy zdecydowali się na podróż do Smoleńska, to chyba stwierdzili, że badania powiększą zasób ich wiedzy. Prowadzone jednak po tak długim czasie, będą jednak trudniejsze i kto wie, czy nie mniej wiarygodne od przeprowadzonych wcześniej. Można zadać pytanie dlaczego dzieje się to dopiero teraz i czy dopiero profesorowie Nowaczyk i Binienda musieli skłonić polskie władze do rzetelnej oceny i weryfikacji materiału dowodowego? Należy jednak docenić to, że podjęto ten trud.
Jaką najważniejszą sprawę chciałaby pani wyjaśnić z tych badań?
- Chciałabym, aby działania prokuratury wyjaśniły jak bezpośrednio doszło do katastrofy?
Aby nie było już żadnych wątpliwości?
- Tak. Wierzę, że to jest możliwe. Przecież metodą zbierania i badania najdrobniejszych elementów wraku czy wyciągania nawet z opóźnieniem z oceanu szczątków samolotu wyjaśniano ostateczne przyczyny katastrof lotniczych.
Rozmawiał Jarosław Wróblewski
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.