W sobotę aresztowano mężczyznę, który straszył, że zastrzeli kobietę z ruchu pro-life, która pomagała kobietom przed ośrodkiem, gdzie wykonuje się tzw. późne aborcje. Zdarzenie miało miejsce w Albuquerque w Nowym Meksyku.
Mężczyzna ze swoją żoną prowadzili córkę do kliniki aborcyjnej. Chcieli, by ta zabiła ich nienarodzonego wnuka. Na swojej drodze spotkali kobietę, która przekonywała ich, że aborcja nie jest jedynym wyjściem z trudnej sytuacji życiowej. Mężczyzna powiedział, że jeżeli kobieta będzie chciała odwodzić jego córkę od aborcji ten „wpakuje jej kulkę w łeb”.
Świadek zdarzenia zeznał, że mężczyzna odsłonił koszulę i pokazał kobiecie broń. Zastraszona kobieta wezwała policję. Według świadków policja musiała kazać wyjść wszystkim ludziom z kliniki aborcyjnej z rękoma podniesionymi do góry. Po identyfikacji mężczyzna został aresztowany. Nie wiadomo jednak, czy jego broń została odnaleziona przez policję i jakie zarzuty usłyszał mężczyzna.
Od czasu zastrzelenia aktywisty pro-life Jima Pouillona w zeszłym roku, wszystkie groźby przeciwko działaczom organizacji pro-life są skrupulatnie badane przez policję. Pouillon został zastrzelony przez aborcjonistę, który utrzymywał, że zabił aktywistę z powodu jego sprzeciwu wobec zabijania dzieci nienarodzonych. Świadkowie mówią, że do tej pory kilka razy zdarzały się groźby wobec przeciwników aborcji w Albuquerque, ale nigdy policja nie reagowała równie ostro jak teraz.
- Jesteśmy wdzięczni, że nic się nikomu nie stało i policja podjęła odpowiednie kroki - powidział Troy Newman z Operation Rescue. - Przemoc wobec działaczy pro-life jest czymś, z czym musimy się mierzyć każdego dnia.
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.