Wiara

Miłosierdzie Boże wyrwało mnie z nałogu alkoholizmu!

Piszę z potrzeby serca jako wotum wdzięczności Miłosierdziu Bożemu za cudowne wyleczenie mnie z nałogu pijaństwa, wprowadzenie na drogę wiary i przemianę duszy.

5 min czytania
Fot. via: Max Pixel
Fot. via: Max Pixel

Piszę z potrzeby serca jako wotum wdzięczności Miłosierdziu Bożemu za cudowne wyleczenie mnie z nałogu pijaństwa, wprowadzenie na drogę wiary i przemianę duszy.

 Mam 52 lata. Przez 25 lat zajmowałem różne samodzielne i odpowiedzialne stanowiska. Jestem ojcem trzech dorosłych synów. Złe towarzystwo spowodowało, że życie moje poszło w niewłaściwym kierunku. Alkoholu nadużywałem od 19. roku życia przez 30 lat, mimo iż z domu wyniosłem poprawne religijne wychowanie, w dzieciństwie służyłem do Mszy św., a w bliskiej rodzinie mam osoby zakonne.

     Moje życie zmieniło się po szkole średniej, po wstąpieniu do młodzieżowych organizacji politycznych, na kursach ateistycznych oraz pod wpływem nieskrępowanego korzystania ze świata. Początkowo było dwulicowe zachowanie się, wynikające z religijnego wychowania i wpływów zepsutego środowiska, a następnie już otwarcie swobodne życie pod wpływem ciągłego używania alkoholu. Wyrzuty sumienia gaszone alkoholem trwały 30 lat.

     Krótkie kilkumiesięczne przerwy w rozwiązłym życiu - pozwalające mi zwrócić się do Boga o ratunek - przechodziły w nałóg z jeszcze większą siłą. Kuracje odwykowe w zakładach zamkniętych trwały nadal. Pogłębianie się nałogu alkoholowego, beznadziejność, rozpacz i wyrzuty sumienia prowadziły mnie do myśli samobójczych. Pogłębianiu się tego stanu sprzyjały warunki pracy zawodowej (browar).

     Na przestrzeni ostatnich lat przeżyłem 2 przypadki uniknięcia śmierci w stanie zamroczenia alkoholowego, w którym jedynie bytem w stanie wezwać Matkę Najświętszą na ratunek mej duszy. Jeden z tych wypadków miał miejsce o godzinie trzeciej po północy (sen na mrozie w okolicy z grasującymi wilkami). Analizując to cudowne uniknięcie śmierci doszedłem do przekonania, że jednak mimo wszystko Opatrzność Boża czuwa nade mną, i że broni mnie ten jeden dziesiątek różańca, który od czasu do czasu odmawiałem w skrytości i po pijanemu, jako że we wnętrzu moim nosiłem pragnienie nawrócenia, mimo że postępowałem zawsze inaczej. Dalsze nadużywanie alkoholu spowodowało usunięcie mnie z pracy, i to był krytyczny moment w moim życiu. Odżyły myśli samobójcze. Całkowite zatopienie się w alkoholu a potem jego brak, spowodowały bezsenne noce, w czasie których czytałem wszystko, co było w moim zasięgu. Próbowałem się modlić i całą siłą woli przywołać Boga na ratunek, ale odczuwałem straszliwie piekącą pustkę w duszy. Krótkie sny przynosiły chaotyczne sceny: na przemian obrazy Matki Bożej i gromady diabłów w ogniu i dymie szczerzące do mnie zęby. Nastąpił zupełny spadek sit fizycznych. Z pomocą przychodziły mi matka i siostra. Gdy zaczynałem powoli odzyskiwać siły, szukając czegoś do czytania, w szafie wśród licznych drobiazgów natrafiłem na matą książeczkę pt. "Nowenna do Miłosierdzia Bożego". Wzrok mój zatrzymał się na urywku: "Najwięksi grzesznicy mają przed innymi prawo do ufności w przepaść Miłosierdzia Mojego. Córko Moja, pisz o Moim Miłosierdziu dla dusz znękanych. Rozkosz sprawiają Mi dusze, które odwołują się do Mojego Miłosierdzia. Takim duszom udzielam łask ponad ich życzenie. Nie mogę karać, choćby kto był największym grzesznikiem, o ile odwołuje się do Mej litości".

     Słowa te zrobiły na mnie silne wrażenie. Upadłem z płaczem na kolana! Wołałem głośno: "Jezu! Czy i ja, człowiek, który popełnił dokładnie z nadwyżką wszystkie grzechy główne i dziś stoi nad przepaścią z myślami samobójczymi - mam jeszcze szansę ratunku?! Czy mi, Jezu, przebaczysz?..." Szybko przeczytałem całą książeczkę wraz z krótkim opisem sylwetki s. Faustyny. Odmówiłem na końcu koronkę, modlitwy i Litanię do Miłosierdzia Bożego. Wówczas odczułem nieco nadziei w sercu.

     Odtąd codziennie już zacząłem się modlić do Miłosierdzia Bożego i prosić s. Faustynę o wstawiennictwo. Taka syuacja trwała 3 miesiące, w czasie których beznadziejnie poszukiwałem pracy. Po tym czasie z konieczności podjąłem zajęcie, które w stosunku do poprzednich stanowisk (kierownik) uważałem za poniżające i upokarzające mnie (dozór mienia). Obowiązki swoje wykonywałem w warunkach bardzo złych, z dala od ludzi, w zupełnej samotności, która potem okazała się dla mnie zbawienna, bowiem stwarzała mi warunki do rozmyślania nad sobą i do gorącej modlitwy do Miłosierdzia Bożego. Czyniłem to wówczas z całą skruchą. Degradacja i zepchnięcie mnie na margines życia zawodowego uświadomiły mi pychę i konieczność zmiany życia. Ujrzałem swą nicość.

     Zacząłem rozważać Mękę Pańską i od tej pory trwała ciężka i żmudna praca nad sobą, połączona z adoracją Miłosierdzia Bożego, rozważaniem Pisma św. i czytaniem książek religijnych. Nie szło to łatwo. Przychodziły chwile wątpliwości co do istnienia Boga i podszepty, że to wszystko jest wymyślone przez ludzi. W swej niecierpliwości wołałem do Boga o znak, nie ustając jednak w wysiłkach. Wolne chwile i cisza nocnej pracy dawały mi warunki do czytania, modlitwy różańcowej i adoracji Miłosierdzia Bożego. Stopniowo otrzymywałem światło ducha i przekonanie, że aby otrzymać prawdziwie mocną wiarę, trzeba całkowicie przemienić duszę, a także życie wewnętrzne, odrzucić swoje "ja", nawyki, przywary i przywiązanie do świata. To było bolesne tym bardziej, że trzeba było swoją przemianę pokazać na zewnątrz ludziom z własnego otoczenia, którzy dotychczas znali mnie jako człowieka innego. Ta przemiana wiele mnie kosztowała, gdyż było wiele komentarzy na mój temat, posądzeń, szkalowań i kpin z mojego nawrócenia. Początkowo wszystko to ogromnie przeżywałem.

     Intensywna walka z samym sobą trwała rok, przy stałym uciekaniu się do Miłosierdzia Bożego i prośbach o wstawiennictwo s. Faustyny.

     Później otrzymałem szereg łask co do ciała i co do duszy:

     - uleczenie z choroby alkoholowej i wrzodów dwunastnicy, 
     - dostrzeganie w każdym człowieku, nawet najbardziej grzesznym, bliźniego, którego Bóg chce zbawić, 
     - miłość do ludzi, co mną gardzą lub nienawidzą, 
     - chęć udzielania pomocy w nawracaniu innych - zwłaszcza alkoholików - wyznając im, że jeżeli Miłosierdzie Boże mnie wyrwało z nałogu, to im także pomóc może, 
     - ciągłe staranie się o to, aby żyć bez grzechu i w łasce.

     W moim życiu potwierdziły się słowa Chrystusa, że: "Kto się zwróci z wielką ufnością do Mojego Miłosierdzia - udzielę mu łaski ponad życzenie". 

dam/adonai.pl


Komentarze

12 komentarzy

Dodawanie komentarzy wymaga zalogowania.

Albert 11.02.2021, 11:58

Trzeba umieć widzieć różnicę między napiciem się napoju alkoholowego, a regularnym zalewaniem pały do urwania filmu, jak to robi katoprawacka patologia. Nie widzę żadnego problemu z niepiciem przez rok, czy dłużej - wiele razy mi się to zdarzało. I nigdy w życiu nie byłem w stanie, w którym nie mogłem legalnie samochodu prowadzić. Oczywiście dla katośmieci to w ogóle niepojęte.

trzaska 11.02.2021, 11:40

Pycha ,pycha, pycha........spróbuj sam chociaż przez rok cwaniaczku nie wypić nawet kropli, wtedy pogadamy.

Albert 11.02.2021, 09:23

Klasyczny katoprawacki problem - co zrobić, żeby nie chlać? Podsuwam rozwiązanie: nie chlać.

Woit 11.02.2021, 08:40

W przeciwieństwie od autora tekstu nigdy nie nadużywałem alkoholu, mimo iż z domu nie wyniosłem poprawnego religijnego wychowania, w dzieciństwie nie służyłem do Mszy św., a w bliskiej rodzinie mam nie mam osób zakonnych. Wniosek: poprawne religijne wychowanie w domu, służenie w dzieciństwie do Mszy św. i osoby zakonne w bliskiej rodzinie ułatwiają wpadnięcie w alkoholizm.

Ziomal 11.02.2021, 06:19

Najbardziej zatwardziały bolszewicki politruk nie powstydziłby się takiego tekstu. Scenariusze pisane przez Georga Orwella w jego książkach stają się coraz bardziej realne w Polsce PISewickiej.

Torchwood 11.02.2021, 04:00

Tak, najpierw ten fikcyjny bóg stworzył cię z predyspozycją do nałogu, a potem,po 25 latach łaskawie z niego "wyrwał".

Świrnięty pojeb śmieć społeczny. 10.02.2021, 19:18

Jak po zdradzie kobiety wpada się w nałóg, to często prędzej czy później nachodzą wyrzuty instynktu stadnego, które dają ci nadzieję że jak wyjdziesz to ułożysz sobie życie na nowo, że właśnie ucieka ci DRUGA SZANSA - NIE PRZEGAP. A jeśli twój nałóg był po drugiej TO UCIEKA CI TRZECIA SZANSA NIE PRZEGAP. Jeszcze sobie POZNASZ kobietę która cie pokocha.A tak w dodatku strasznie grzeszysz przeciwko Jezusowi, wyjdziesz z nałogu to poznasz kobietę w miłosierdziu. A tak strasznie grzeszysz.

gunar 10.02.2021, 19:14

kawałek z wilkami to mistrzostwo świata!!! no i trzeba było zaznaczyć, że nasz bohater pijaczek chodził na kursy ateistyczne. Tak było, nie zmyślam....

jan kowalski 10.02.2021, 18:12

ostrożnie bo nazwa Cie komunistą

katolicka kretynizacja polski 🇵🇱 10.02.2021, 17:27

gdzie jest to miłosierdzie boże gdy setki dzieci dziennie w afryce umiera w cierpieniach z głodu i pragnienia?

antoni.s 10.02.2021, 17:25

Próba wyjścia z alkoholizmu poprzez szukanie pomocy w kosciele to pchanie się z deszczu pod rynnę, dobrowolne poddanie się terapii w zamkniętym ośrodku wyleczyło już niejednego, ergo, z alkoholizmu można się uwolnić, natomiast kościół gdy cię już omota, skusi fałszywa miłością i pomocą, już cię nie wypuści, wyssie z ciebie wszystko, i wiem o czym pisze bo przeszedłem przez ten koszmar.

hahahahaha 10.02.2021, 17:17

Dziś częśc ludzi wyszła włąśnie z enałogu oglądania głupot.

Polecane

Czytaj dalej