Wiadomości

Młot na islamski ekstremizm: Kościół radykalny

Mieszkańcy zateizowanej Europy zachodniej przechodzą coraz częściej na islam w jego radykalnej wersji. Jadą na dżihad do Syrii i Iraku, a po powrocie angażują się w działania, które mogą skutkować masowymi mordami.

2 min czytania
Św. Franciszek otrzymujący stygmaty, fragment obrazu przypisywanego Janowi van Eyckowi (fot. Wikipedia)
Św. Franciszek otrzymujący stygmaty, fragment obrazu przypisywanego Janowi van Eyckowi (fot. Wikipedia)

Mieszkańcy zateizowanej Europy zachodniej przechodzą coraz częściej na islam w jego radykalnej wersji. Jadą na dżihad do Syrii i Iraku, a po powrocie angażują się w działania, które mogą skutkować masowymi mordami.

Z pozycji katolickich mówi się o ekstremistach jasno: to zło w czystej postaci, inspiracja szatańska. Nie bardzo jednak wiadomo, jak wykorzenić ich środowiska. Tymczasem wydaje mi się, że Kościół musi do nich po prostu trafić, używając do tego właściwych środków: radykalnego przekazu w radykalnej formie, to znaczy – w języku Nowego Testamentu.

Ci, którzy przechodzą na radykalny islam, szukają przecież Boga. Ich tragedią jest to, że trafiają w istocie w sidła diabła i zamiast ku zbawieniu – jak im się wmawia – są prowadzeniu ku potępieniu.

Można jednak rozumieć, dlaczego sięgają właśnie po ekstremizm, taki, jak na przykład w wydaniu niemieckich salafitów. Żyjąc na zachodzie Europy, żyją w świecie zdemoralizowanym. Pogarda dla życia, instrumentalizacja ciała, rozpusta, dewiacje, agresywny laicyzm – to norma. Powstaje pytanie, czy do tych, którzy odczuwają potrzebę radykalnej i ostrej walki z tymi zjawiskami, Kościół katolicki potrafi trafić w wystarczającym stopniu?

W Polsce – tak, bo nie brakuje tu hierarchów, którzy mówią jasnym i zrozumiałym językiem, nie brakuje autentycznej pobożności i szacunku dla Chrystusa. Ale na zachodzie, gdzie nawet w katolickich świątyniach spotyka się kobiety-księży, homoseksualne „śluby”, liturgiczne szaleństwa, ekumeniczne pomieszanie, rozmywanie nauki?

Kościół musi wyjść do tych, którzy kuszeni są przez islam. Musi wyjść do nich i, tak jak ekstremiści, wysłać ich na wojnę: ale nie wojnę przeciw ludziom, a przeciw światowości i własnym grzechom. Mówiąc krótko, potrzebna jest po prostu katolicka „oferta”, która pokieruje ich gorący temperament we właściwą stronę. Poprzez ascezę, posty, walkę z popędami ciała i ducha, poprzez gorącą modlitwę - pobożność, którą moglibyśmy nazwać średniowieczną.

Potrzebuje tego nie tylko Europa, ale i inne kontynenty: niedawno czytaliśmy, że w Ameryce Południowej coraz więcej katolików porzuca Kościół i przechodzi na protestantyzm. A powodem jest właśnie akcentowany przez protestantyzm radykalizm.

I nie ma powodu obawiać się otwarcia takich inicjatyw w Kościele: Jezus Chrystus nie stronił od ostrego języka, a wojskowe metafory w tak piękny sposób przedstawia nam w odniesieniu do życia duchowego św. Paweł. Miękkość i niejasność w Kościele to zguba: widać to wszędzie, gdzie te kierunki biorą górę – Kościół przestaje być autentyczny i traci siłę nawracania. Wciąż mówi o tym papież Franciszek i w tym sensie możemy mówić o nim jako o papieżu radykalnym. Przecież samym już swoim imieniem odwołał się do średniowiecznego świętego ascety. I ten właśnie ascetyczny radyaklizm, nie uznający kompromisów w walce z diabelską w swojej naturze światowością trzeba zaakcentować jeszcze silniej, jeśli chce się uratować Europę przed islamskim terroryzmem. 

Paweł Chmielewski

Komentarze

0 komentarzy

Dodawanie komentarzy wymaga zalogowania.

Polecane

Czytaj dalej