Wśród polityków od kilku miesięcy krążyły, nie jedna, lecz aż trzy notatki wywiadu na temat katastrofy smoleńskiej.
"Rzeczpospolita" ustaliła, że od kilku miesięcy wśród polityków krążyły, nie jedna, lecz aż trzy notatki wywiadu na temat katastrofy smoleńskiej. W weekend dziennik podawał, że śledczy badają, czy ściśle tajna notatka Agencji Wywiadu dotycząca katastrofy rządowego Tu-154M mogła zostać sfałszowana. O fałszerstwie dokumentu powiadomił prokuraturę gen. Maciej Hunia, szef AW.
Z notatki tej wynika, że oficer agencji miał rozmawiać z Andriejem Mendierejem, rzekomym autorem znanego z Internetu filmu z miejsca katastrofy Tu-154. Miały ją otrzymać najważniejsze osoby w państwie, w tym premier.
Z ustaleń gazety wynika, że od kilku miesięcy wśród m.in. polityków krążyły jeszcze dwie inne notatki Agencji Wywiadu w sprawie katastrofy smoleńskiej. Jedna dotyczyła karetek, które miały na sygnale transportować rannych pasażerów rozbitego tupolewa do szpitala, druga zaś - możliwości uzyskania od Amerykanów materiałów, m.in. zdjęć satelitarnych znad lotniska Siewiernyj, które mogłyby pomóc w wyjaśnieniu okoliczności katastrofy.
"Rzeczpospolitej" trudno ustalić, czy notatki te mogły być również sfałszowane. Dziennik powołuje się na swoich rozmówców, którzy twierdzą, że ich wygląd jest zbliżony do dokumentu zawierającego relację z rozmowy z Mendierejem.
Kontrowersje budzą również zeznania funkcjonariusza BOR, kierowcy Jerzego Bahra, ambasadora RP w Moskwie, który 10 kwietnia oczekiwał na przylot polskiego Tu-154 na lotnisku Siewiernyj. Został przesłuchany dopiero pół roku po katastrofie smoleńskiej. Zeznał, że rozmawiał z Rosjaninem z wieży kontroli lotów, który twierdził, że Tu-154 raczej nie będzie lądować, a później uściślił, że uzgodnił z pilotami tupolewa, iż w sprawie ewentualnego lądowania podejmą decyzję po zniżeniu lotu.
Funkcjonariusz BOR zeznał, że Rosjanin był przekonany, iż samolot z polską delegacją nie będzie lądował w Smoleńsku. Według jego relacji, po katastrofie na Siewiernym panował chaos. On zaś próbował się dodzwonić do funkcjonariuszy BOR przebywających w Katyniu, a kiedy to się nie udało, zatelefonował do czekającej tam swojej żony i poprosił ją o przekazanie kolegom, by udali się na lotnisko. - Potem okazało się, że wszystkie nasze połączenia z tego czasu, z tego miejsca zniknęły z telefonów, zostały wymazane. Nie wiem, dlaczego ani przez kogo – zeznał.
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.