Tylko u nas

NASZ KOMENTARZ: Franek Kimono reklamuje „wolne sądy”

Pan Piotr Fronczewski ufa reklamie. Kiedy tylko dociera do niego przekaz, „że są nowe jeansy jakieś, fajnej firmy” to przyznaje szczerze, że „idzie z ciekawości zobaczyć”, bo „a nuż mu się spodobają i może są rzeczywiście dobre, mocne, trwałe.” Jak sam przyznaje w jednym z wywiadów, „był pionierem” wśród aktorów jeśli chodzi o występy w reklamówkach i nie miał przeciwko temu „oporów” ani „żadnych wstydów”. Pierwszą reklamę nakręcił jeszcze w latach 80-tych dla Mariusza Waltera, szefa ITI, człowieka szczególnie polecanego przez Jerzego Urbana generałowi Kiszczakowi do „specjalnego zespołu propagandowego, który miał prowadzić czarną propagandę antysolidarnościową”. Za udział w swojej pierwszej telewizyjnej reklamie pan Piotr Fronczewski otrzymał samochodowe radio.

4 min czytania
Piotr Fronczewski, źr. Youtube.com
Piotr Fronczewski, źr. Youtube.com

Pan Piotr Fronczewski ufa reklamie. Kiedy tylko dociera do niego przekaz, „że są nowe jeansy jakieś, fajnej firmy” to przyznaje szczerze, że „idzie z ciekawości zobaczyć”, bo „a nuż mu się spodobają i może są rzeczywiście dobre, mocne, trwałe.” Jak sam przyznaje w jednym z wywiadów, „był pionierem” wśród aktorów jeśli chodzi o występy w reklamówkach i nie miał przeciwko temu „oporów” ani „żadnych wstydów”.  Pierwszą reklamę nakręcił jeszcze w latach 80-tych dla Mariusza Waltera, szefa ITI, człowieka szczególnie polecanego przez Jerzego Urbana generałowi Kiszczakowi do „specjalnego zespołu propagandowego, który miał prowadzić czarną propagandę antysolidarnościową”. Za udział w swojej pierwszej telewizyjnej reklamie pan Piotr Fronczewski otrzymał samochodowe radio.

Tym razem niezapomniany Franek Kimono postanowił zareklamować „wolne sądy”. Cała akcja z obroną niezawisłych i niezależnych sądów, wywodzących się wprost z czasów komunistycznego PRL-u, wygląda jak dobrze przygotowana kampania reklamowa proszku do prania. Gotową strategię tego typu działań przedstawił w lipcu jeden z szefów agencji reklamowej: „powinniśmy stworzyć społeczną organizację, która w profesjonalny, systematyczny sposób zajmie się prodemokratycznym (i częściowo antyrządowym) marketingiem: cele, strategia, kreacja i publikacja w mediach.”

Przeglądając facebookowy profil tej „spontanicznej” akcji możemy zauważyć, że pierwsze spoty zostały nakręcone już 20 lipca, w trakcie trwających pod Sejmem protestów „obrońców demokracji”, na tle młodzieży leżącej na dostarczonych „spontanicznie” karimatach, z nogami opartymi o policyjne barierki. Pojawiły się też charakterystyczne fioletowe akcenty, tła, naklejki i hasła, mające nawiązywać do fioletowego koloru sędziowskich żabotów. Oprawa muzyczna, graficzna i przygotowane materiały filmowe mogą wskazywać na to, że do produkcji tej kampanii został zaprzężony jeden z działów kreatywnych zatroskanej stanem polskiej demokracji agencji reklamowej.

„Nie interesuje cię polityka? Nie interesuje cię sprawa niezależności sądów i trybunałów? Uważasz, że polityczne sterowanie sądami i nominowanie sędziów nie ma wpływu na twoje życie? Otóż ma.”  

Tak standardowo rozpoczyna się formułka, odczytywana najczęściej z przytwierdzonej w okolicach kamery, niewidocznej dla widza kartki, przez demokratyczne autorytety. Przypowieści opowiadane po tej wstępnej formułce mają tyle wspólnego z proponowaną przez Prawo i Sprawiedliwość reformą sądownictwa, co niejaka pani Ewa ze Skarżyska Kamiennej, wymyślona pielęgniarka, na której przykład powołał się w kampanii wyborczej w 2007 r. nie kto inny, tylko Donald Tusk.  To jest stary, dobrze znany numer, wykorzystywany w kampaniach społecznych, z tym, że teraz zmultiplikowany, powielony, zaprezentowany w różnych wersjach, przez wszelkiej maści celebrytów, aktorów, prawników i dziennikarzy dawnego mainstreamu.

Tyle z tej kampanii dobrego, że możemy się zapoznać z całą plejadą gwiazd i gwiazdeczek, w większości uwikłanych w polityczno-finansowy system, beneficjentów  III RP, którym do tej pory bardzo wygodnie żyło się w symbiozie z liberalno-lewicową władzą. Wówczas ordynarne łamanie prawa, strzelanie do demonstrujących górników, okradanie obywateli z ich majątku i powszechne niszczenie polskiej gospodarki, nikomu z nich nie przeszkadzało. W czasach rządów Platformy i PSL-u takich akcji w obronie demokracji nie prowadzili. Demokracja nie była wówczas zagrożona, ponieważ spełniała jeden podstawowy warunek: im żyło się bardzo dostatnio i wygodnie, a w razie kłopotów mieli zagwarantowaną bezkarność. Nie to co teraz- nawet panu Olbrychskiemu nie wolno jeździć bez prawa jazdy, które stracił, bo pisowska policja bezwzględnie egzekwuje prawo. Skandal!  Autorytety prawnicze i tuzy palestry, którzy dziś boją się utraty swoich przywilejów, zrobią absolutnie wszystko, nawet największy idiotyzm, który wymyśli i każe im zrealizować nakręcony w odpowiedni sposób pijarowiec. Byle tylko nie wypaść z gry i nie utracić lukratywnych, rządowych i samorządowych zleceń.

Druga korzyść tej kampanii jest taka, że wszyscy ci, owładnięciu chęcią obrony „wolnych sądów” demokraci, opowiadają o powszechnie znanych patologiach, z którymi wymiar sprawiedliwości „wolnej Polski” w żaden sposób nie mógł sobie poradzić przez niemal 30 lat.  Opowiadają więc o „zakładzie mięsnym pewnego senatora, który zatruwa okoliczne środowisko”, „fałszerstwach w komisjach wyborczych”, „powszechnych podsłuchach i inwigilacji obywateli”, „aresztowaniach pokojowo demonstrujących osób”, czy „bezkarnym wyrzucaniu śmieci w lesie”. Swoją drogą trzeba mieć wyjątkowy tupet, żeby straszyć  społeczeństwo przykładami, żywcem wyjętymi z patologicznych praktyk III RP.

„Cel, strategia, kreacja i publikacja w mediach.” A że z prawdą ma to niewiele wspólnego? Nie szkodzi to nic. Ważne, że pan Fronczewski nadal „ufa reklamie”.

Z tym większym smutkiem piszę ten tekst, że cenię dorobek artystyczny pana Fronczewskiego, który jak mało kto potrafi wykreować zapadające w pamięć postaci. Jako dzieciak chodziłem do kina na „Akademię Pana Kleksa” a w domu, na kasetowym Kasprzaku słuchałem z taśm Franka Kimono. „King Bruce Lee karate mistrz” to było coś! Tak było.

Pamiętam też wyjątkową kreację pana Fronczewskiego, który wcielił się w postać żulika-kaleki ze Stadionu Dziesięciolecia, w niezwykłym jak na polskie realia filmie „Billboard”, pokazującym kulisy świata reklamy lat 90-tych. Polecam wszystkim.

W tym filmie grany przez Bogusława Lindę "Śliski" wypowiada słynny tekst do młodego pracownika agencji reklamowej, granego przez Rafała Maćkowiaka- kto widział, ten wie. Mam cichą nadzieję, że sprawy w naszej Ojczyźnie nie zabrną w tę stronę, że oszukiwane przez kilkadziesiąt lat polskie społeczeństwo, będzie musiało powiedzieć w podobny sposób wszystkim tym aktorom, autorytetom, prawnikom i celebrytom, którzy teraz „pracują w reklamie.”

 

Paweł Cybula

Źr: wywiad dla miesięcznika Brief, Press, Facebook, Wikipedia. fronda.pl

Komentarze

0 komentarzy

Dodawanie komentarzy wymaga zalogowania.

Polecane

Czytaj dalej