Wiadomości

Nie godził się, by żona usunęła ciążę. Powiedziano mu, że nie ma do tego prawa

Marek N. podejrzewał żonę, że usunęła ciążę. Gdy zgłosił sprawę do prokuratury dowiedział się, że do dziecka nienarodzonego nie ma żadnych praw. – Jestem ojcem nienarodzonego dziecka, walczę w jego imieniu i nic nie mogę – mówi.

2 min czytania
Nie godził się, by żona usunęła ciążę. Powiedziano mu, że nie ma do tego prawa
Nie godził się, by żona usunęła ciążę. Powiedziano mu, że nie ma do tego prawa

Marek N. podejrzewał żonę, że usunęła ciążę. Gdy zgłosił sprawę do prokuratury dowiedział się, że do dziecka nienarodzonego nie ma żadnych praw. – Jestem ojcem nienarodzonego dziecka, walczę w jego imieniu i nic nie mogę – mówi.

 

Żona poinformowała Marka N., że jest w ciąży, pokazała mu nawet testy ciążowe. Nie chciała jednak narodzin dziecka. Ponieważ Marek N. był innego zdania, wyprowadziła się do rodziców. – Chciałem, żeby moje dziecko się urodziło, nie godziłem się, by je zabić – opowiada "Rzeczpospolitej" Marek N.

Kilka dni później żona poinformowała go, że nigdy w ciąży nie była. Ale Markowi N. udało się ustalić, że była w tym czasie u dwóch ginekologów. Podejrzewał więc, że usunęła ciążę.

Ponieważ jako ojciec nie godził się na śmierć dziecka, 3 listopada 2008 roku o sprawie zawiadomił prokuraturę. Po trzech tygodniach Prokuratura Rejonowa w Myszkowie (Śląskie) umorzyła śledztwo, nie znajdując przestępstwa. N. złożył zażalenie do sądu. Ten uznał, że śledztwo trzeba przeprowadzić ponownie (prokuratura nie wyjaśniła wizyt u lekarzy i nie przeprowadziła konfrontacji ginekologów).

Gdy prokuratura na nowo podjęła śledztwo, Marek N. stracił nagle wszelkie prawa strony. Nie mógł składać wniosków dowodowych ani zaznajamiać się z aktami śledztwa. Prokurator prowadząca sprawę powołała się na uchwałę Sądu Najwyższego z marca 2009 roku, zgodnie z którą "żadne przysługujące mu dobro prawne nie zostało naruszone ani bezpośrednio zagrożone przestępstwem".

Uchwała ta jednak dotyczyła kobiety, którą konkubent zmusił do przerwania ciąży. SN uznał wtedy w orzeczeniu, że ojciec czy matka nie mogą reprezentować praw dziecka, jeśli się nie urodziło. Taka wykładnia zamknęła Markowi N. drogę do walki o wyjaśnienie i ukaranie winnych śmierci nienarodzonego dziecka. – W śledztwie o zabicie mojego dziecka jestem jako ojciec nikim – żali się "Rzeczpospolitej".

Sąd w Częstochowie przyznał rację prokuratorowi i w czerwcu 2009 r. prokuratura znów umorzyła śledztwo. Na tę decyzję ojciec nie mógł już złożyć zażalenia, więc umorzenie stało się prawomocne.

– Jestem ojcem nienarodzonego dziecka, walczę w jego imieniu i nic nie mogę – mówi zdruzgotany Marek N. – Mam się zgadzać na zabijanie?

AJ/Rp.pl

 

 

Ważne lektury:

Komentarze

0 komentarzy

Dodawanie komentarzy wymaga zalogowania.

Polecane

Czytaj dalej