Wiadomości

Nie robiem po polskiemu, robiem słabo...

Raz po raz słyszymy zapowiedzi jakiejś artystycznej duszy, że kolejny owoc jej twórczości będzie typowo "niepolski". Czym w takim razie jest polskie dzieło? Zapewne przejawem tandety, bezguścia, pretensjonalizmu, infantylizmu, zaściankowości i obciachu. Natomiast takowych cech już nie posiada - przynajmniej w założeniu - dzieło, którego autor od razu zdeklarował, że nie zrobi po polsku. Zrobi po europejsku. Zrobi światowo!

2 min czytania
Nie robiem po polskiemu, robiem słabo...
Nie robiem po polskiemu, robiem słabo...

Raz po raz słyszymy zapowiedzi jakiejś artystycznej duszy, że kolejny owoc jej twórczości będzie typowo "niepolski". Czym w takim razie jest polskie dzieło? Zapewne przejawem tandety, bezguścia, pretensjonalizmu, infantylizmu, zaściankowości i obciachu. Natomiast takowych cech już nie posiada - przynajmniej w założeniu - dzieło, którego autor od razu zdeklarował, że nie zrobi po polsku. Zrobi po europejsku. Zrobi światowo!

 

Tyle, że to robienie dobrej, "niepolskiej" muzyki czy robienie dobrego "niepolskiego" kina w Polsce kończy się masową produkcją tandety. Półki w sklepach muzycznych uginają się od produkcji wszelkiej maści chórzystek... pardon - piosenkarek (nie obrażajmy dobrych chórzystek!), które stają się Madonnami, Rihannami czy Shakirami made in Poland. Kina gromadzą tłumy dające się nabrać na wielkie kino, rodem z USA, ale zrobione w Polsce. Sława krótka, ale intensywna! Zazwyczaj pozostaje z takiej twórczości niewiele, bo czy coś może pozostać po kopistach (nawet sprawnych)? Rodzime gwiazdy i gawiazdeczki w odcinaniu sie od polskiego stylu, przypominają tych mieszkańców prowincji, ktorzy po przyjeździe do większego miasta najchętniej wyzbyliby się własnej tożsamości, wstydliwie patrząc czy nie wyłazi im słoma z butów (choć i tak nie wylezie).

 

Tak jak w przypadku nachalnie lansowanego w ostatnich dniach "Sępa" Eugeniusza Korina. Plejada gwiazd (już polskich, nie światowych), trailery będące kalką zachodniego kina akcji i cała otoczka rasowej superpodukcji. I co? I klapa. Jedna wielka klapa. Światowa? Europejska? "Niepolska"? Nie, nie, wtedy już twórcy jakoś łatwo nawiązują do swojej polskości. Bo przecież PISF daje za mało kasy na filmy, bo przecież w Polsce nie da się zrobić dobrego kina, itd...

 

Może zamiast silić się na infantylny kosmopolityzm lepiej stać się "wykrzyknikiem ulicy" i robić filmy przystające do naszych polskich realiów? Dlaczego obrazy takie jak "Psy", a w ostatnich latach również "Pitbull" doczekały się etykiety "kultowych"? Bo ich twórcy nie bawili się w tworzenie atrapy nadwiślańskiego Hollywoodu, ale opisanie tego, co przeciętny szary Kowalski może zauważyć za swoim oknem. Prosta i skuteczna strategia.

 

Może wtedy przeciętny polski widz będzie przyzwyczajony do dobrych filmów, a nie "niepolskich" produkcji, które po kilku nieprzychylnych recenzjach trafiają do kategorii zatytułowanej: "Polska tandeta".

 

Aleksander Majewski

 

Komentarze

0 komentarzy

Dodawanie komentarzy wymaga zalogowania.

Polecane

Czytaj dalej