Dzisiejsze wydania niemieckich dzienników poświęcają dużo miejsca konfliktowi na granicy polsko-białoruskiej. Powszechnie wiadomo bowiem, że migranci w ogromnej większości zmierzają w stronę Niemiec.
Ogólnokrajowy dziennik Sueddeutsche Zeitung zastanawia się, jak Polska mogłaby zareagować na hybrydowy atak reżimu Łukaszenki. Stwierdza następnie, że żadna z dostępnych metod nie wydaje się być w pełni skuteczna. Podkreśla, że użycie wojska wobec migrantów nie wchodzi w rachubę.
„Frontex czy ONZ nie mają pod ręką przykładowych rozwiązań dla tego typu kryzysów. Tak więc również Polska wznosi teraz mur za rzędami drutu kolczastego” – pisze komentator SZ. Zauważa także, że jego budowa potrwa, a cała granica polsko-białoruska ma aż 400 km długości, z czego część przebiega przez bagna i tereny podmokłe.
Publicysta SZ podkreśla także, że reżim Łukaszenki mogą powstrzymać jedynie sankcje. Takie rozwiązanie należałoby zastosować także przeciwko Rosji, jak tylko uda się znaleźć niezbite dowody na zaangażowanie tego kraju w cały proceder. „Dramat na granicy Polski i Białorusi – to chyba tylko pierwsza z odsłon, po której nastąpią kolejne” - konkluduje publicysta SZ.
Z kolei w monachijskim Muenchener Merkur czytamy, że sytuacja na granicy polsko-białoruskiej z każdym dniem staje się nie do opanowania. Postawa Niemiec wobec całej sytuacji jest zaś wyjątkowo wątpliwa.
„Podczas gdy wschodni partnerzy UE są przyparci do muru w obliczu białoruskiej agresji, niemiecka przywódczyni UE siedzi z założonymi rękoma, kryzys migracyjny znów wybucha z całą mocą, Angela Merkel chwali samą siebie” – pisze gazeta.
„Daliśmy radę" – uważa obecna kanclerz. „Ale obrazy ze wschodniej granicy Polski mówią coś innego” – kontynuuje publicysta. Jego zdaniem obywatele Niemiec są przy tym świadkami „ostatniej walki zmęczonych starych wojowników”. Ci wojownicy to chcąca zakończyć spór Merkel oraz minister spraw wewnętrznych Seehofer, który namawia do udzielenia Polsce pomocy w budowie muru na granicy.
„Jeśli Warszawa będzie sobie tego życzyła, UE musi bezwarunkowo wspierać Polskę” – czytamy z kolei w komentarzu na łamach dziennika Nordwest-Zeitung.
Po drugie, zdaniem publicysty Nordwest-Zeitung, „rząd Niemiec musi ponad wszelką wątpliwość i w wiarygodny sposób zadeklarować, że żaden z tych migrantów nigdy nie osiedli się w Niemczech”. Za przykład w tej materii podaje Australię.
Należy także wywrzeć presję na rezim Łukaszenki. Presja oznacza w tym przypadku konsekwentne wprowadzanie sankcji, aż do całkowitej izolacji Białorusi. Berlina i Bruksela winny zaś prowadzić działania dyplomatyczne bezpośrednio w Moskwie, której protegowanym jest reżim białoruski.
Komentator podkreśla również, że „wciąż brakuje na szczeblu UE wspólnej polityki imigracyjnej, która byłaby nastawiona wyłącznie na interesy Europy”.
Dziennik Neue Osnabruecker Zeitung wskazuje zaś na hipokryzję Komisji Europejskiej, która zarzuca Polsce łamanie prawa poprzez wznoszenie muru granicznego. „Oczywiście władze w Brukseli bronią europejskiego prawa azylowego, ale czy to jest jeszcze realne? W rzeczywistości większość migrantów pozostaje w UE, nawet jeśli nie mają szans na azyl” – zauważa komentator.
„Dlatego obronę swoich zewnętrznych granic UE państwa biorą w swoje ręce” – kontynuuje, posługując się także przykładem Hiszpanii, która oddziela wysokim murem swoje marokańskie enklawy.
„UE powinna w końcu zdać sobie sprawę, że te państwa wyświadczają Wspólnocie przysługę” – uważa publicysta. „UE musi pilnie zmienić swoje prawo azylowe i wspólnie zacząć strzec swoich granic zewnętrznych” – konkluduje.
jkg/deutsche welle
Komentarze
4 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.
Były szef MSZ Grzegorz Schetyna mówił dziś w Radiu Zet, że „rząd poradzi sobie w organizowaniu spektaklu, ale nie poradzi sobie w rozwiązywaniu przyczyn tej sytuacji”. Jak dodał, PiS chce tę sprawę wykorzystać do tego, żeby zbudować poparcie, bo wie, że kwestia nielegalnej migracji pomogła mu wygrać w 2015 roku. – To jest paliwo wyborcze – powiedział Schetyna. – Nie są zainteresowani, żeby tę sprawę zakończyć – ocenił. Opozycja domaga się zwołania przez prezydenta Rady Bezpieczeństwa Narodowego, w skład której wchodzą również politycy spoza obozu władzy. – Panie prezydencie to jest wspólna granica, wspólne państwo, to jest nasz wspólny problem i nie może tak być, że pan w tej chwili będzie konsultował to tylko i wyłącznie z PiS-em wszystkie swoje działania. Jeżeli pan to zrobi, będzie pan działał naszym zdaniem, mówiąc bardzo delikatnie, nierozsądnie. Wszyscy w momencie zagrożenia granic powinni podjąć rozmowę z tej sprawie – apelował szef Nowej Lewicy Włodzimierz Czarzasty. Szef prezydenckiego Biura Bezpieczeństwa Narodowego Paweł Soloch jeszcze przedwczoraj mówił, że Andrzej Duda „rozważa” taki krok. Z okolic Pałacu Prezydenckiego dziś dobiegają jednak sygnały, że głowa państwa nie pali się do spotkania z oponentami. Kiedy latem na granicy w okolicach Usnarza stanęła pierwsza zwarta grupka imigrantów z Bliskiego Wschodu, PiS zareagowało bardzo mocno. Szybko został wprowadzony stan wyjątkowy. Notowania partii rządzącej po chwili wyraźnie drgnęły. To był koniec wielomiesięcznego dołka sondażowego, w jakim znalazł się PiS. To paliwo jednak ostatnio się wyczerpało i partia znowu zaczęła tracić. Nie wiadomo, czy teraz efekt zaostrzenia kryzysu będzie podobny do tego sprzed kilku miesięcy.
A po co mur? Jak kojarzę to duża część granicy ma naturalną barierę w postaci Odry. Resztę Niemcy tak uszczelnią, że mało co się przeciśnie
A po co mur? Jak kojarzę to duża część granicy ma naturalną barierę w postaci Odry. Resztę Niemcy tak uszczelnią, że mało co się przeciśnie
A po co mur? Jak kojarzę to duża część granicy ma naturalną barierę w postaci Odry. Resztę Niemcy tak uszczelnią, że mało co się przeciśnie