- Trzeba przede wszystkim stwierdzić, że nie znamy sprawy od strony wewnętrznej Zgromadzenia Księży Marianów. Nie wiemy, czy Władze przeprowadziły z Ks. Bonieckim rozmowy wstępne, gdzie rozważano możliwość ograniczenia jego działalności medialnej, czy też „rąbnęły” go nagle... . Bez tych wiadomości trudno jest zabierać głos obiektywnie... - pisze o. Leon Knabit i dodaje, że ks. Boniecki ma teraz dwa wyjścia.

- Kolejny krok należy teraz w każdym wypadku do ks. Bonieckiego - dodaje zakonnik i podkreśla, że były redaktor naczelny "Tygodnika Powszechnego" ma dwie drogi do wyboru:
- naśladować kapłanów, którzy ostatnio w wyniku takich i podobnych kontrowersji machnęli ręką na opinię swych władz, a nawet wystąpili z Kościoła katolickiego albo
- zachowując swoje zdanie na temat sensu zakazu, zastosować się do decyzji przełożonych, dając w ten sposób świadectwo, że jako zakonnik wierny jest ślubowi posłuszeństwa. I wtedy żadna opcja w Kościele nie będzie mogła wystąpić przeciw zakonnikowi, który mimo trudności dochowuje wierności ślubom złożonym Chrystusowi.
- Tak zresztą postąpił i św. O. Pio i św. Alfons Liguori, a także Prymas Tysiąclecia, któremu w trzydziestych latach władza diecezjalna we Włocławku zakazała przez pewien czas głosić kazań, jako że zbytnio naruszał istniejący ład społeczny. Pomóżmy modlitwą Ks. Adamowi, by jego świadectwo było czytelne, jak przystało na Człowieka, który jest znaczącą postacią w Kościele w Polsce - konstatuje zakonnik.
eMBe/Tyniec.benedyktyni.pl
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.