Na tydzień przed wyborami różnica między Platformą Obywatelską a Prawem i Sprawiedliwością utrzymuje się w granicach błędu statystycznego - wynika z prognozy badawczej politologa Marcina Paladego. Założona przez niego Polska Grupa Badawcza zwyciężyła w 2005 roku w rankingu zgodności wyników sondaży z wynikami wyborów.

Według badania z 2 października Platforma Obywatelska może liczyć na 32,5 proc. głosów, a PiS - na 31,5.4. Pozostałe partie utrzymują się daleko w tyle. Na SLD chce głosować 12 proc. wyborców, na PSL - 9 proc., a na Ruch Palikota - 8 proc.
Notowania Sojuszu Lewicy Demokratycznej pozostają na najniższym poziomie w tym roku. Na najtrudniejszym w tych wyborach styku PO - Ruch Palikota - SLD do końca kampanii trwać będzie zaciekła rywalizacja o głosy. Dla partii Grzegorza Napieralskiego niesie to zarówno szanse, jak i zagrożenia. Za mało prawdopodobny uznać jednak należy wariant zejścia lewicy do wyniku jednocyfrowego. Nic nie wskazuje, aby zagrożone byłoby posiadanie reprezentacji na Wiejskiej przez Polskie Stronnictwo Ludowe. Partia Waldemara Pawlaka ma stały elektorat, którego liczebność pozwala wciąż na utrzymywanie się nad pięcioprocentowym progiem wyborczym. W odróżnieniu od PO ludowcy mają szansę poprawić wynik w stosunku do wyborów z 2007 roku.
eMBe/Palade.pl
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.