W znowelizowanej ustawie o przeciwdziałaniu narkomanii policjanci są zobowiązani ścigać kierowców, którzy są pod wpływem dopalaczy. Tymczasem policjanci alarmują, że nie są do tego przygotowani. - Nie mamy odpowiednich narkotestów – tłumaczy oficer z mazowieckiej komendy.
W środę wchodzi w życie nowelizacja ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii. Delegalizuje ona mefedron i dziewięć syntetycznych kanabinoidów znajdujących się w tzw. dopalaczach, czyli środkach odurzających lub pobudzających, działających podobnie jak narkotyki, ale niezakazanych przez prawo. Wspomniane substancje działają podobnie do amfetaminy, marihuany i haszyszu.
Nie mamy testerów wykrywających środki, które są w dopalaczach – przyznaje Maciej Krzeszowiec z Komendy Głównej Policji. Policjanci dysponują tylko urządzeniami umożliwiającymi stwierdzenie, na podstawie analizy śliny kierowcy, czy znajduje się on pod wpływem pięciu najpopularniejszych grup narkotyków, m.in. kokainy, amfetaminy, marihuany.
Wicedyrektorka Krajowego Biura do spraw Przeciwdziałania Narkomanii, Bogumiła Bukowska, zwraca uwagę, że policyjne narkotesty nie są w stanie wykryć wielu innych zakazanych substancji. – Nie mamy nawet badań, jaki wpływ mają mefedron czy syntetyczne kanabinoidy na zachowanie osoby prowadzącej pojazd – dodaje.
Jednak według Krzysztofa Hajdasa z Komendy Głównej Policji funkcjonariusze nie są tak bezradni. – W razie uzasadnionego podejrzenia, że kierujący znajduje się pod wpływem środków odurzających, policjant może zażądać pobrania krwi od takiej osoby, aby wykryć zakazane substancje – wskazuje.
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.