Wojskowi śledczy, którzy pojechali do Smoleńska i Moskwy po tragedii z 10 kwietnia sami musieli płacić za noclegi i jedzenie. Podczas pobytu w Rosji nie mogli liczyć na wsparcie ani polskich służb dyplomatycznych, ani ministerstwa obrony czy sprawiedliwości.
Z pomocą przyszli im Rosjanie. - Strona rosyjska wskazała naszym prokuratorom miejsca hotelowe w Smoleńsku, a potem w Moskwie. Prokuratorzy płacili za nie indywidualnie, z powodu nagłego charakteru wyjazdu – mówi płk Zbigniew Rzepa, rzecznik prasowy Naczelnej Prokuratury Wojskowej.
Do pracy na miejscu tragedii prezydenckiego samolotu zostało oddelegowanych ośmiu prokuratorów. W dniu katastrofy około godz. 18 dotarli oni na lotnisko w Smoleńsku, gdzie od razu rozpoczęli prace. Jednak okazało się, że nikt nie zadbał o to, aby mieli oni gdzie przenocować. Ani polskie służby dyplomatyczne, ani resort obrony czy sprawiedliwości, nie zadbały o tą kwestię.
Prokuratorzy musieli z własnej kieszeni zapłacić za noclegi czy jedzenie. Co więcej, nie dostali także pieniędzy na sam wyjazd, więc jego koszty również musieli pokryć z własnej kieszeni.
Polscy śledczy przebywali w Rosji dwa tygodnie. Rząd obiecuje, że poniesione przez nich koszty zostaną im wyrównane.
eMBe/Fakt.pl
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.