Czeski Sejm poparł ratyfikację Traktatu Lizbońskiego. Na tym jeszcze nie koniec. Dokument będzie musiał poczekać na zatwierdzenie przez Senat, ale już teraz wszyscy patrzą na Hradczany. Co zrobi Vaclav Klaus?
Za przyjęciem traktatu głosowało 125 deputowanych, to o 5 więcej niż wymagane minimum. "Za" była cała ČSSD, wszyscy ludowcy i zieloni oraz dwie trzecie ODS. Przeciw traktatowi była jedna trzecia ODS i cała KSČM. Samo głosowanie poprzedziła burzliwa dyskusja. Premier Mirek Topolanek, chcąc przekonać deputowanych do poparcia traktatu powiedział, że będzie głosował za Lizboną kierując się rozumem, a nie sercem.
Według Włastymila Tlustégo, Topolanek "gra" w ten sposób na objęcie funkcji eurokomisarza, która zwolni się latem. - O tym, dlaczego dzieje się teraz tyle niezrozumiałych rzeczy, dowiemy się być może w momencie, kiedy ten rząd, który siedzi za moimi plecami, wyśle do Brukseli nowego eurokomisarza, albo kiedy tamten nowy eurokomisarz odjedzie – powiedział Tlusty.
Czeski senat zajmie się traktatem już w kwietniu. Tym razem jednak nie będzie tak łatwo. Senatorzy postawili ważny warunek: udzielą poparcia traktatowi, jeśli parlament zatwierdzi czesko-amerykańską umowę w sprawie budowy tarczy antyrakietowej.
Prezydent Vaclav Klaus zapowiedział wstrzymanie się z podpisem do momentu ujawnienia wyników referendum w Irlandii.
BM/Kontakt/IAR
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.