Do 28 lutego przyszłego roku pomnik Pamięci Oficerów Wojska Polskiego Pomordowanych na całym obszarze Imperium Zła po 17 września 1939 roku (powszechnie zwany Katyńskim) musi zostać zabrany ze skweru przy ulicy Senatorskiej, ponieważ spadkobiercy odzyskali działkę, na której on stoi. - Takie działanie wpisuje się w prowadzoną przez obecne władze politykę historyczną, która stawia pomnik bolszewikom w Ossowie, która uznaje Pałac Kultury, symbol komunizmu i stalinizmu za zabytek, który musi stać w Warszawie po wieczne czasy, a na konserwację pomnika okupantów, żołnierzy sowieckich, tzw. czterech śpiących daje dwa miliony złotych - komentuje w rozmowie z portalem Fronda.pl prof. Józef Szaniawski.

Władze Warszawy, wiceprezydent Włodzimierz Paszyński oraz stołeczny konserwator zabytków, powołując się na szereg różnych pretekstów uznali, że pomnik katyński nie prawa stać na Placu Zamkowym. Na rogu ul. Senatorskiej i placu Zamkowego stoi od grudnia 1998 roku. Po tylu latach konserwator zabytków i wiceprezydent doszli do wniosku, że stać dłużej nie może. W piątek odbyła się narada u wiceprezydenta Paszyńskiego. Padły na niej słowa, że pomnik katyński – cytuję – narusza doktrynę konserwatorską UNESCO.
To jedyny pomnik poświęcony pamięci Katynia w Warszawie. Nie było żadnego problemu i naruszania doktryny konserwatorskiej do momentu katastrofy pod Smoleńskiem. Od tego momentu pomnik nabrał nowego wymiaru. Tam przychodzą ludzie nie kilka razy w roku, ale co dzień. Zapalają znicze. Miasto nigdy nie dało na pomnik czy jego konserwację ani złotówki, w całości ufundował go płk. Ryszard Kukliński, prof. Zbigniew Brzeziński i Polonia amerykańska. Jego autorem jest artysta rzeźbiarz Andrzej Renes, ten sam, który zaprojektował pomnik ks. Skorupki przed Katedrą Praską i kard. Wyszyńskiego na Krakowskim Przedmieściu. Pomnik jest bardzo sugestywny – litera „t” w słowie Katyń jest jednocześnie krzyżem. To również nawiązanie do pierwszej ulotki Armii Krajowej, jaka ukazała się w 1943 roku po ujawnieniu zbrodni katyńskiej.
Teraz władze Warszawy chcą go usunąć i to w terminie kilku tygodni. Szukają różnych pretekstów, ale istota sprawy polega na tym, że wymiar tego pomnika po 10 kwietnia 2010 roku nabrał zupełnie innego, szerszego znaczenia. Takie działanie wpisuje się w prowadzoną przez obecne władze politykę historyczną, która stawia pomnik bolszewikom w Ossowie, która uznaje Pałac Kultury, symbol komunizmu i stalinizmu za zabytek, który musi stać w Warszawie po wieczne czasy, a na konserwację pomnika okupantów, żołnierzy sowieckich, tzw. czterech śpiących daje dwa miliony złotych. Nie mówmy więc, że Polska nie prowadzi polityki historycznej. Ta polityka jest i to od dawna starannie zaplanowana, ale w interesie Rosji i generała KGB Putina. Rosjanie nas testują i mają swoją agenturę, bo jeśli to nie jest działalność agenturalna, to co w takim razie?
Marta Brzezińska
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.