Wiadomości

Reżimowiec nadaje, czyli nagrodzić Maziarskiego „Rzeczpospolitą”

Mocnym przykładem takiej postawy jest dość obleśny tekst Wojciecha Maziarskiego, który próbuje przekonać czytelników „GW”, że dziennikarze „Uważam Rze” są sami sobie winni, i że w zasadzie to oni sami wyrzucili się z pracy, a teraz dorabiają do tego ideologię. „Biją ich? Kneblują? Przecież to oni sami po zdymisjonowaniu naczelnego Pawła Lisickiego oświadczyli, że nie będą już pracować w tygodniku. Czy spełnią tę zapowiedź, to się dopiero okaże. Do weekendu wypowiedzenia złożyli tylko Marek Magierowski i Piotr Gabryel (ten ostatni zresztą jakby trzymał się na uboczu awantury)” - podkreśla Maziarski, sugerując, że wypowiedzenia powinni też składać ludzie, którzy nigdy na umowy nie byli tam zatrudnieni, a współpracowali z „Urz”.

2 min czytania
Reżimowiec nadaje, czyli nagrodzić Maziarskiego „Rzeczpospolitą”
Reżimowiec nadaje, czyli nagrodzić Maziarskiego „Rzeczpospolitą”

Mocnym przykładem takiej postawy jest dość obleśny tekst Wojciecha Maziarskiego, który próbuje przekonać czytelników „GW”, że dziennikarze „Uważam Rze” są sami sobie winni, i że w zasadzie to oni sami wyrzucili się z pracy, a teraz dorabiają do tego ideologię. „Biją ich? Kneblują? Przecież to oni sami po zdymisjonowaniu naczelnego Pawła Lisickiego oświadczyli, że nie będą już pracować w tygodniku. Czy spełnią tę zapowiedź, to się dopiero okaże. Do weekendu wypowiedzenia złożyli tylko Marek Magierowski i Piotr Gabryel (ten ostatni zresztą jakby trzymał się na uboczu awantury)” - podkreśla Maziarski, sugerując, że wypowiedzenia powinni też składać ludzie, którzy nigdy na umowy nie byli tam zatrudnieni, a współpracowali z „Urz”.

 

Ale to nie koniec. Likwidacja ostatniego w mainstreamie medium niepodporządkowanego władzy ma być „banalną środowiskową awanturką”, która „wystawa złe świadectwo niepokornym”. „Cwaniactwo i nielojalność raczej nie budzą społecznej sympatii. Cała sztuka polega więc teraz na tym, by to złe wrażenie zatrzeć, zakrzyczeć. Ratujcie, Hajdarowicz i Tusk nas biją!” - oznajmia Maziarski. „Niepokorni stroją się dziś w szaty męczenników i pokazują światu rany cięte, kłute i szczypane. Niech cały naród się dowie, że na szańcach ojczyzny krew serdeczną przelewali, czerwoną jak maki pod Monte Cassino, a gdy ich reduta padła, w mroku jeszcze tliła się iskierka oporu na Twitterze” - judzi Maziarski.


A dalej nawiązuje do własnych porównań do męczeństwa i sugeruje, że istnieją już nawet relikwie „niepokornych”. „W poniedziałek na internetowej aukcji sprzedano "ołówek smoleński" Cezarego Gmyza. "Jest trochę nadgryziony z jednej strony, co świadczy o tym, że autor artykułu bił się z myślami" - napisał sprzedający. Aukcja miała być złośliwym żartem, a zakończyła się zaskakującym sukcesem: ponad 200 złotych za obgryziony ołówek z napisem "Rzeczpospolita" to nie w kij dmuchał. Znaczy, jest popyt na relikwie. To dobra wiadomość dla portalu wPolityce.pl, który dotąd handlował głównie kubkami przyjaźni polsko-węgierskiej. Teraz może asortyment poszerzyć o "ołówki smoleńskie" Gmyza. Nawet nie musi sprzedawać ołówków, tylko samą usługę, bo w relikwiach trzeciego stopnia ważny jest nie przedmiot, lecz to, że miał on kontakt z ciałem świętego. Wystarczy więc, że wierny przyśle swój własny ołówek, to mu go Gmyz za dwie dychy obgryzie i odeśle” - przekonuje Maziarski, przy okazji kpiąc z rzeczy ważnych dla katolików.

 

Żenada? Obciach? Pewnie, że tak. Ale przede wszystkim dowód całkowitego oddania władzuni, która o wierności reżimowych dziennikarzy nie zapomni. I może jakimś redaktorstwem naczelnym nagrodzi. Wciąż pusty jest fotel naczelnego „Rzeczpospolitej”. A zatem Maziarski do „Rzepy”...

 

Tomasz P. Terlikowski

Komentarze

0 komentarzy

Dodawanie komentarzy wymaga zalogowania.

Polecane

Czytaj dalej