- Mamy żal do rządu, że nie zrobił nic, żeby finalna wersja raportu MAK ws. katastrofy smoleńskiej brzmiała inaczej – mówią rodzice pilota kapitana Arkadiusza Protasiuka, który zginął pod Smoleńskiem. Przyznają, że spodziewali się nierzetelnego raportu strony rosyjskiej, ale nie spodziewali się, że zostanie w nim zawarta aż tak jednoznaczna teza.
Rodzice dowódcy załogi tupolewa, który rozbił się pod Smoleńskiem 10 kwietnia, nie przyjmują tez przedstawionych przez MAK. Po raz kolejny przekonują, że ich syn, Arkadiusz Protasiuk, był dobrze wyszkolony, a do każdego lotu przygotowywał się bardzo starannie. - Skoro postanowił lądować, to znaczy, że nie pozostawiono mu alternatywy - mówią.
Rodzice kpt. Protasiuka przyznają, że spodziewali się w dokumencie MAK oskarżeń wobec pilotów, ale nie spodziewali się, że będzie to aż tak jednoznaczna teza. Dlatego dokument jest dla nich nie do przyjęcia.
- Nie można tak jednostronnie obarczyć kogoś winą za katastrofę. A informacja, że winni są właśnie piloci, poszła w świat. Mamy żal do polskiego rządu, że nie zrobił nic, by finalna wersja raportu brzmiała inaczej – mówili rodzice kpt. Protasiuka.
Przekonują, że ich syn zdawał sobie sprawę z tego, kogo ma na pokładzie i jak ważna jest ta wizyta. - Mając świadomość, jakie są warunki na lotnisku w Smoleńsku, nigdy nie zdecydowałby się na lądowanie. Skoro postanowił lądować, to znaczy, że nie pozostawiono mu alternatywy – mówili. Przyznali jednocześnie, że jego syn wielokrotnie w czasie lotów znajdował się pod presją.
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.