Siedmiomiesięczna dziewczynka przez trzy dni leżała ranna w otoczeniu trupów matki, ojca i kilkuletniego brata. Argentyńskie małzeństwo zdecydowało o śmierci całej rodziny obawiając się nadchodzącej katastrofy wywołanej globalnym ociepleniem. Z tego ataku szaleństwa cudem ocalała tylko siedmiomiesięczna dziewczynka.
Miasteczko Goya w Argentynie jest wstrząśnięte masakrą, którą odkryli sąsiedzi rodziny, gdy z mieszkania zaczął dochodzić swąd rozkładających się ciał. Wezwani na miejsce policjanci zobaczyli przerażający widok.
Szybko ustalono, że 56-letni mężczyzna oddał strzały do swojej 23-letniej żony, dwuletniego syna i siedmiomiesięcznej córki, a na samym końcu sam się zastrzelił. Niemowlakowi cudem udało się jednak przeżyć.
Lekarze zabrali dziecko do szpitala, gdzie niezwłocznie poddali je operacji. Dziewczynce usunięto kulę z klatki piersiowej i teraz jej życiu nie zagraża niebezpieczeństwo.
Rodzina przed śmiercią zostawiła na stole wiadomość, że decydują się na śmierć w obawie przed zbliżającymi się skutkami globalnego ocieplenia. Mieszkańcy miasta są w szoku tym bardziej, że ojciec rodziny był bardzo zamożnym człowiekiem – nie dość, że był posiadaczem kilku posiadłości ziemskich, to był również renomowanym "uzdrawiaczem" i "specjalistą" od parapsychologii.
AJ/Telegraph.co.uk
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.