Wiadomości

Rowiński: Naukowcy ciągle chcą nam grzebać w mózgach

Nie zmieniają się nadzieje pewnej części świata naukowego by pewnego dnia wyprodukować zupełnie nowego człowieka. Nie chodzi o to by był dobry, czy zły, ale by był zdrowy. Pojęcie zdrowia jest oczywiście bardzo giętkie i pozwala na niemal zupełnie swobodne manipulacje. Nie chcę dezawułować psychiatrii, neurobiologii, czy nawet psychologii, ale określenie “zdrowia” w tej przestrzeni wydaje się szczególnie niebezpieczne.

2 min czytania
tomasz rowiński, eugenika, nauka, neurobiologia, psychiatria, zdrowie społeczne
tomasz rowiński, eugenika, nauka, neurobiologia, psychiatria, zdrowie społeczne

Nie zmieniają się nadzieje pewnej części świata naukowego by pewnego dnia wyprodukować zupełnie nowego człowieka. Nie chodzi o to by był dobry, czy zły, ale by był zdrowy. Pojęcie zdrowia jest oczywiście bardzo giętkie i pozwala na niemal zupełnie swobodne manipulacje. Nie chcę dezawułować psychiatrii, neurobiologii, czy nawet psychologii, ale określenie “zdrowia” w tej przestrzeni wydaje się szczególnie niebezpieczne.

Z brytyjskiej wersji The Huffington Post można się dowiedzieć, że być może zupełnie nie długo możliwe będzie skategoryzowanie fundamentalizmu religijnego i przemocy wobec dzieci jako przypadków medycznych. W dodatku uleczalnych. Już widzę na horyzoncie ten lepszy świat, w którym rodziców dających klapsy będzie się wysyłać na operacje mózgu w celu “uzdrowienia” ich osobowości, a katolicy “fundamentaliści”, jak często opisuje się wierzących w rozmaitych mediach zostaną poddani leczniczym lobotomiom.

Te sensacyjne rozważania dr Kathleen Taylor nie są aż tak szokujące dla kogoś kto miał kontakt z diagnostyką psychiatryczną. Skoro zaburzeniem może być choroba niespokojnych stóp, to tym bardziej przemoc wobec dzieci, czy religianctwo. Ale nie ograniczajmy się - z pewnością można też leczyć choćby homofobię, antysemityzm, osobowość autorytarną, a nawet skłonność do krytykowania słusznie wybranego rządu. I wszystko to dla zdrowia.

Pozostaje pytanie, gdzie miałaby zacząć się granica, za którą należałoby delikwenta poddać “leczeniu” i dlaczego to neurobiolog miałby podejmować decyzje o charakterze moralnym. A może pracownik socjalny, wyposażony we władzę administracyjną. Każdy kto ma nieco oleju w głowie zauważy dziwne podobieństwo pomiędzy grzebaniem w mózgu, a praktykami eugenicznymi w wieku XX. A przecież także eugenika była praktykowana ze względów “higienicznych”, czyli w zasadzie medycznych.

W ramach higieny społecznej można by coraz bardziej przykrawać nasze mózgi, oddzielać od nich niepoprawnie polityczne poglądy, "niedorzeczne" pragnienia poszukiwania szczęścia, prawdy, a także Boga. Aż w końcu nic by pod czaszką nie zostało. Byłoby to zdrowie absolutne.

Tomasz Rowiński    

Komentarze

0 komentarzy

Dodawanie komentarzy wymaga zalogowania.

Polecane

Czytaj dalej