Rodzina

Śmierć aktywisty pro-life. Zginął z różańcem w ręku

Do tragedii doszło koło Stilesville w stanie Indiana, wczesnym rankiem, około godz. 5. Grupa proliferów szła trawiastym pasem, przedzielającym autostradę i nie usłyszała nadjeżdżającego z tyłu pojazdu. Policja od razu założyła, że był to nieszczęśliwy wypadek.

1 min czytania
Śmierć aktywisty pro-life. Zginął z różańcem w ręku
Śmierć aktywisty pro-life. Zginął z różańcem w ręku

Do tragedii doszło podczas Rozdroży Pro-life, inicjatywie amerykańskich obrońców życia, którzy przemierzają pieszo Amerykę, modląc się i manifestując swoją postawę. 20-letni Andrew Moore został śmiertlenie potrącony przez samochód. Zginął na miejscu. Tuż przed śmiercią odmawiał Różaniec.

Andrew Moore

Do tragedii doszło koło Stilesville w stanie Indiana, wczesnym rankiem, około godz. 5. Grupa proliferów szła trawiastym pasem, przedzielającym autostradę i nie usłyszała nadjeżdżającego z tyłu pojazdu. Policja od razu założyła, że był to nieszczęśliwy wypadek.


Rozdroża Pro-Life, które po raz pierwszy odbyły się w 1995 roku, są organizowane obecnie w czterech krajach: Kanada, USA, Hiszpanii i Irlandii. W tym roku, drogami USA przejdą cztery takie marsze. Wszystkie mają zakończyć się w Waszyngtonie.

20-letni mężczyzna był znany jako zapalony aktywista pro-life. Jego przyjaciele mówią, że ochrona życia była tym, za co Andrew chętnie oddałby życie. "Czuję, że niebiosa dały znak, iż Andrew jest teraz z naszą Matką Maryją" - powiedział jeden ze znajomych Moore'a.


AM/Life Site News

 


Komentarze

0 komentarzy

Dodawanie komentarzy wymaga zalogowania.

Polecane

Czytaj dalej