Wiadomości

Sukces Palikota wcale nie musi być porażką Kościoła?

Nie jest tak, że wynik Palikota to efekt pojawienia się znikąd jakieś nowej grupy, która nagle się obudziła ze swoimi postulatami stojącymi w opozycji do cywilizacji życia. Takie twierdzenie byłoby nieporozumieniem, bo tacy ludzie byli we wszystkich wyborach po 1989. Dokonał się jedynie przepływ ze strefy zagospodarowywanej do tej pory przez SLD w stronę tego nowego tworu.

2 min czytania
Sukces Palikota wcale nie musi być porażką Kościoła?
Sukces Palikota wcale nie musi być porażką Kościoła?

- To jest po prostu szok, a każdy szok jest szansą na przebudzenie - mówi w rozmowie z Martą Brzezińską Paweł Milcarek, były redaktor naczelny "Christianitas". 

Paweł Milcarek

Nie jest tak, że wynik Palikota to efekt pojawienia się znikąd jakieś nowej grupy, która nagle się obudziła ze swoimi postulatami stojącymi w opozycji do cywilizacji życia. Takie twierdzenie byłoby nieporozumieniem, bo tacy ludzie byli we wszystkich wyborach po 1989. Dokonał się jedynie przepływ ze strefy zagospodarowywanej do tej pory przez SLD w stronę tego nowego tworu.

 

Prawdziwie niebezpieczne są tutaj wie rzeczy. Po pierwsze, w świat został wysłany komunikat o „nowej sile”, która wypisała na swoich sztandarach jednoznaczne, antyklerykalne, również destrukcyjne moralnie i antycywilizacyjne hasła. Ludzie, którzy głosują za takimi radykalnymi postulatami, mają teraz przypływ energii: już nie są składnikiem eselowskiej zgranej płyty – weszli do sejmu w swojej formacji i pod swoimi hasłami. Marzyli o tym, jak pamiętamy, od dawna, już na Krakowskim Przedmieściu urządzając swoje bluźniercze, profanacyjne happeningi. Potem ich nadzieje nieco osłabły, wydawało się, że Palikotowi się nie uda, a stało się inaczej. To jest takie pierwsze zło, które się wydarzyło.

 

Drugie zło, do jakiego doszło – na ten moment – to fakt, że antyklerykalna agenda została wyzwolona z więzów koniunkturalizmu eseldowskiego. Jak wiemy, SLD zawsze była partią antykościelną, mającą podobne postulaty, co Palikot, ale była partią systemu, co mimo wszystko w jakiś sposób powściągało realizację wielu ich zapędów. U Palikota mamy do czynienia z ludźmi, którzy naprawdę mają nadzieję na realną walkę o aborcję, adopcję dla homoseksualistów, etc.

 

Czy w tym wszystkim wynik Palikota może mieć jednak jakiś pozytywny efekt? To jest po prostu szok, a każdy szok jest szansą na przebudzenie. Jest to też nauczka, że polityk, którego jeszcze parę tygodni temu byliśmy w stanie politycznie pogrzebać, miał szanse na poziomie 3 procent, ostatecznie potrafił dokonać pewnej rewolucji. To dowodzi, że tzw. aktywna mniejszość, bo taki jest elektorat Palikota, może odegrać rolę w polityce. Poza tym potężnym starciem PO i PiS pojawiło się coś, co być może będzie na polską politykę wpływało – na jej ton i kurs – na zasadzie języczka u wagi. Coś takiego pojawiło się po lewej stronie.

 

Stajemy zatem przed pytaniem, na ile szkodliwa jest obsesja naszej centroprawicy, żeby nie dopuścić do wytworzenia się czegoś po prawej stronie – obsesja, że kto tu jest poza PiS, ten jest „rozbijaczem”. Sądzę, że czas na większą elastyczność we współpracy politycznej na prawicy.

 

Rozmawiała Marta Brzezińska  

Komentarze

0 komentarzy

Dodawanie komentarzy wymaga zalogowania.

Polecane

Czytaj dalej