Wiadomości

Sukces siatkarzy vs porażka piłkarzy. Czym różni się PZPS od PZPN?

Polska siatkówka od lat stoi na dobrym poziomie. Bierzemy udział w wielkich imprezach, zajmujemy wysokie miejsca w rankingach i chociaż w ciagu ostatnich kilkunastu lat zdarzały się sytuacje kryzysowe, nasza kadra nie zeszła poniżej pewnego poziomu. Nie jest to zasługa tego, że co rok wyrastało nam pokolenie ponad 2-metrowych wielkoludów o wielkich dłoniach, ale odpowiedniego zarządzania. Rodzima "siata" wchodziła do "nowej odnowionej demokratycznej III Rzeczypospolitej" bez nadmiernego czerwonego bagażu doświadczeń, obciążającego nasz futbol, który nadal musimy dźwigać, obserwując poczynania Laty i spółki.

3 min czytania
Sukces siatkarzy vs porażka piłkarzy. Czym różni się PZPS od PZPN?
Sukces siatkarzy vs porażka piłkarzy. Czym różni się PZPS od PZPN?

Jeszcze słychać marudzenie kibiców, zawiedzionych postawą naszych "kopaczy", a raczej Franciszka "Nie lubię zmian" Smudy na Euro 2012, a tymczasem wyrasta nam siatkarska drużyna wszechczasów, która może powtórzyć sukces kadry legendarnego trenera Huberta Wagnera. Dlatego zamiast biadolić, lepiej przyjrzeć się zwycięzcom Ligi Światowej i funkcjonowaniu związku, który - w przeciwieństwie do PZPN - pokazał, jak profesjonalnie pokierować sportem drużynowym w Polsce.

/

Polska siatkówka od lat stoi na dobrym poziomie. Bierzemy udział w wielkich imprezach, zajmujemy wysokie miejsca w rankingach i chociaż w ciagu ostatnich kilkunastu lat zdarzały się sytuacje kryzysowe, nasza kadra nie zeszła poniżej pewnego poziomu. Nie jest to zasługa tego, że co rok wyrastało nam pokolenie ponad 2-metrowych wielkoludów o wielkich dłoniach, ale odpowiedniego zarządzania. Rodzima "siata" wchodziła do "nowej odnowionej demokratycznej III Rzeczypospolitej" bez nadmiernego czerwonego bagażu doświadczeń, obciążającego nasz futbol, który nadal musimy dźwigać, obserwując poczynania Laty i spółki.

 

Polski Związek Piłki Siatkowej nie zaniedbywał siatkówki kobiet (wystarczy wymienić chociażby dwa złota na Mistrzostwach Europy czy półfinał tego turnieju), również rodzime kluby - z roku na rok - poprawiały swoją grę, przyczyniając się do podwyższania poziomu naszej ligi. Zupełnie inaczej wyglądało to w przypadku ekipy, która przez lata prowadziła swoje gierki przy ul. Miodowej. Tam każdy drobny sukcesik, którym był sam awans I reprezentacji do wielkiej piłkarskiej imprezy, był znakomitym alibi do odkładania gruntownych zmian na wieczne "później". I tak trwamy w naszym baigienku do tej pory, a polska kadra, posiadając gwiazdy europejskiego formatu, nie potrafi wyjść nawet z najsłabszej grupy turnieju rozgrywanego na własnym podwórku.

 

Ryzyka nie obawiali się działacze siatkarscy, chociaż mogli argumentować, że polska siakówka ma sie nieźle i nie można robić rewolucji. Mimo to, zdecydowali się na wybór biznesmena Mirosława Przedpełskiego na fotel prezesa PZPS w 2004 r. "Kto nie ryzykuje ten nie je". I tak, kibice siatkówki otrzymali mnóstwo smakowitych kąsków: wicemistrzostwo świata, mistrzostwo Europy i wreszcie prawdziwą wisienkę na torcie - miażdżące zwycięstwo z Amerykanami w finale Ligi Światowej, w którym reprezentacja Polski zagrała po raz pierwszy. Warto odnotować, że sukcesy były zasługą zagranicznych trenerów, na których rodzimy związek nie szczędził pieniędzy. Przez naszą kadrę przewinęli się: Raul Lozano, Daniel Castellani czy obecny trener - Andrea Anstasi. Każdy z nich, oprócz medali, zostawił wartościową ideę dla polskiej siatkówki. Dla porównania: PZPN zatrudnił tylko jednego zagranicznego trenera - Leo Beenhakkera z którym szybko zdążył się "pogryźć", a i sam "Don Leo" odchodził w kiepskim stylu. Obecnie Grzegorz Lato otwarcie deklaruje, że PZPN nie zatrudni zagranicznego szkoleniowca z najwyższej półki, ponieważ związku nie stać na takiego fachowca. No tak, a "wódka stygnie"...

 

- Chcę współpracować ze wszystkimi, którym dobro dyscypliny rzeczywiście leży na sercu, mają czyste ręce i chęć do pracy i niezbędną wiedzę. Związek ma być dla klubów, a nie odwrotnie - taką deklaracją szef PZPS Mirosław Przedpełski zainaugurował swoją działalność. Słowa dotrzymał, a jego podejście przynosi dobre skutki. Chociaż sam nie był znakomitym siatkarzem, jako przedsiębiorca doskonale poznał smak ryzyka i żmudnej pracy, prowadzącej do sukcesów.

 

Kolejna decyzja Polskiego Związku Piłki Siatkowej również okazała się strzałem w dziesiątkę. Trener Andrea Anstasi jako zawodnik i trener osiągnął prawie wszystko, a naszym zawodnikom postawił poprzeczkę na bardzo wysokim poziomie. Doskonale wiedział, co robi. Po raz pierwszy w historii mówi się, że "polska drużyna jest poza zasięgiem rywali", a niemal każdy z jej filarów otrzymuje prestiżowe indywidualne nagrody. Celowo napisalem, że Anastasi zdobył prawie wszystko. W swoim dorobku - zarówno trenerskim, jak i zawodniczym - nie ma jeszcze złotego medalu olimpijskiego. Może uda mu się to z reprezentacją Polski? W końcu londyńskie Igrzyska zbliżają się wielkimi krokami...

 

Aleksander Majewski

Komentarze

0 komentarzy

Dodawanie komentarzy wymaga zalogowania.

Polecane

Czytaj dalej