I.
Wydaje się zadziwiające, że na drugi dzień po Bożym Narodzeniu mamy wspominać okrutne męczeństwo. Chociaż, jeśli chodzi o chrześcijaństwo, nic nas nie powinno dziwić. To przecież religia wyjątkowa niestosowna, daleka od dobrych obyczajów i okrutna. Potrafi zepsuć wszystko, nawet Boże Narodzenie. Jeszcze wczoraj były prezenty, śpiewy, spotkania. Mikołaje chodzą po ulicach, w radiu można posłuchać śnieżnych piosenek.
To okrutne i niestosowne. Św. Szczepana, diakona, wywleczono za miasto i tam ukamienowano. Zginął przez to, co zgubiło większość chrześcijan: bluźnierstwo. „Będziecie w nienawiści u wszystkich” (Mt 17,22) – powiada Pan Jezus. To pierwsze męczeństwo z 36 roku dało początek następnym.
Więcej, chrześcijaństwo sieje zgorszenie. „Słyszeliśmy, jak on mówił bluźnierstwa przeciwko Mojżeszowi i Bogu” – powiadają oskarżyciele św. Szczepana. Pod tym względem pogaństwo było o wiele bardziej tolerancyjne. Pozwalało włączyć w siebie rozmaite kulty. Dawać satysfakcję z kultu, dostrzegać wszędzie bogów. Chrześcijaństwo jest inne – ono jak najbardziej obraża uczucia religijne. Bóg Jezusa, ten sam, co Bóg Abrahama i Mojżesza, jest bogiem jedynym, a więc zazdrosnym. „Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną”. To przecież brzmi jak bluźnierstwo.
I jeszcze więcej, Bóg chrześcijan niekoniecznie jest takim, jakim ludzie chcą. Domaga się wyłączności, ale sam nie chce oddać się na wyłączność. Nie jest bogiem magicznym, który spełnia zachcianki i daje doczesne szczęście.
Jest Bogiem, który zasługuje na śmierć i śmierć ponosi. Bluźni tym po tysiąckroć. Bóg, który daje się ukrzyżować. „Nauka bowiem krzyża głupstwem jest dla tych, co idą na zatracenie, mocą Bożą zaś dla nas, którzy dostępujemy zbawienia. (...) Tak więc, gdy Żydzi żądają znaków, a Grecy szukają mądrości, my głosimy Chrystusa ukrzyżowanego, który jest zgorszeniem dla Żydów, a głupstwem dla pogan, dla tych zaś, którzy są powołani, tak spośród Żydów, jak i spośród Greków, Chrystusem, mocą Bożą i mądrością Bożą. To bowiem, co jest głupstwem u Boga, przewyższa mądrością ludzi, a co jest słabe u Boga, przewyższa mocą ludzi" (1Kor 1,18.22-25)”.
Cóż lepszego można zrobić z gorszycielem, który głosi taką naukę, niż wywlec go za miasto i ukamienować?
II.
Greckie słowo określające męczennika najpierw oznaczało wyłącznie świadka. Tak było jeszcze w czasach św. Szczepana i nieco później. Z czasem jednak chrześcijanie uznali, że tym, którzy zginęli za Chrystusa należy się szczególny status. Zaczęto więc odróżniać świadków/męczenników od wyznawców, którzy nie ponieśli śmierci za wiarę.
Wzorcem męczennika stał się św. Szczepan ("Stephanus Protomartyr"). W opisie jego męczeństwa, jaki znajdujemy w Dziejach Apostolskich, uderza nie tyle opis okrucieństwa rozwścieczonych Żydów kamienujących Żyda-hellenistę Szczepana, co zachowanie samego męczennika. Pokorne oddanie się na rzeź, oznaczałoby zamilknięcie. A Szczepan nie milczy, tylko do końca daje świadectwo.
Owo zachowanie się w czasie męczeństwa jest wyróżnikiem chrześcijaństwa. Nie jest ono to zwykłą religią ofiary, w której szczególny status otrzymuje się dzięki temu, że się cierpi. To nie tyle samo męczeństwo stanowi o wartości tej śmierci, ale raczej to, za co męczennik umiera.
Otoczony przez prześladowców Szczepan widzi rozstępujące się Niebo, a w Niebie Jezusa siedzącego po prawicy Ojca. W chwili swojego upodlenia święty patrzy na chwałę Boga. Opowiada zebranym swoją wizję, doprowadza ich do wściekłości i następnie ponosi za swoje słowa śmierć. Ginąc, modli się za swoich prześladowców.
III.
„Wszyscy, którzy zasiadali w Sanhedrynie, przyglądali mu się uważnie i zobaczyli twarz jego, podobną do oblicza anioła" (Dz 6, 15) – cofamy się jeszcze do procesu św. Szczepana i jego obrony. Moc świętości sprawia, że prawda staje się naoczna. Nie można w nią wątpić – ją się widzi. W opisach ciał męczenników pojawia się często motyw wspaniałej woni lub światłości, która dobywa się ze zwłok.
Jan Paweł II mówił, że św. Szczepan „Wskazuje nam w ten sposób, jak mamy przeżywać tajemnicę Bożego Narodzenia”. Boże Narodzenie ma swoje zapachy i należy do świąt najbardziej rozświetlonych. Bóg przychodzi na świat w skromnej grocie, ale towarzyszą temu znaki na niebie. Męczeństwo jest niczym innym, jak daniem świadectwa tej prawdzie.
Ale to oczywiście niestosowne.
Komentarze
13 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.
A może nie. Pisałeś na forum?
Coz mozna zrobic jezeli na 300 zwojow u ciebie jeden moze pracuje.
"Nauka bowiem krzyża głupstwem jest dla tych, co idą na zatracenie" -Dla tych jest głupstwem co się wychowali w okolicach Gomory.
"Bóg Jezusa, ten sam, co Bóg Abrahama i Mojżesza, jest bogiem jedynym, a więc zazdrosnym. „Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną” -dla czego nazywacie Jezusa Bogiem i dla niego cierpicie próbując tym bronić sodomitów?
"Nie jest bogiem magicznym, który spełnia zachcianki i daje doczesne szczęście". - Dla czego więc ma obchodzić mnie jego moc i to że jest bogiem?
" Bóg, który daje się ukrzyżować." - no właśnie !!! Bóg daje się ukrzyżować, ale nigdy tak jak to ma miejsce w przypadku autentycznych ludzi nie obarczy się bezradnością w postaci udzielenia innym wszechmocy zaś sobie ujęcia swoich zdolności. Niejedna osoba cierpiała znacznie więcej latami w bezradności i poniżeniu, a ten c h u j o z a Bóg zostawił swoje pisma na papierze, że niecały jeden dzień otrzymał ból, a po tym wyszedł sobie z tego już nietknięty. Bóg w tej całej swojej szopce zachowuje się jak sprzedawca, który podaje wszelki inny towar niż ten, którego domaga się klient.
Zwróćmy też uwagę na męczeństwo tysięcy kobiet posądzanych o czary "że im mleko od krowy odbierały", a w tle wyznawców Chrystusa, którzy byli świadomi całej perfidii.
" Nie jest ono to zwykłą religią ofiary, w której szczególny status otrzymuje się dzięki temu, że się cierpi." - ale ktoś zgarnia manę dzięki tej złożonej ofierze ? Już rozumiem udoskonalenie religii - że owieczki same z siebie i z uśmiechem na gębie mają składać ofiary... a ktoś kto jest w tym kumaty będzie zgarniać manę z tej ofiary, na dalsze napędzanie tej niewidzialnej ręki.
"I jeszcze więcej, Bóg chrześcijan niekoniecznie jest takim, jakim ludzie chcą. Domaga się wyłączności, ale sam nie chce oddać się na wyłączność. Nie jest bogiem magicznym, który spełnia zachcianki i daje doczesne szczęście." - domaga się od innych tego czego on sam nie wykazuje. Ponadto - w tych sekciarskich przepychankach inspirowanych przez uzurpatora Jahwe milcząco pomija się ponoć "wolną" wolę, że ludzie (lub inne istoty osobowe) wręcz nie chcą mieć Boga, a chcą mieć wszechmoc.
Czyli Stefanos (סטפנוס). Po grecku Στέφανος.
Ach, co ty powiesz, Matyszkowicz?
Od urodzenia cierpię na ostry oraz przewlekły syndrom antypolonizmu i antyklerykalizmu. Osoba Matki Bożej wywołuje u mnie wściekłość, bo to Ona pokonała tego, którego jestem kundlem, jazgoczącym na tym forum od lat. Podobnie JP2, który tyle ludzi na całym świecie uchronił od piekła. Wielcy święci, szczególnie św. Siostra Faustyna i Padre Pio, to dla mnie tylko "pyerdolnięci psychole". Gdy słyszę słowa: "Boże Miłosierdzie", "Eucharystia", "katolicka Polska" to mam drgawki, wysypkę i permanentną $raczkę. W każdym księdzu widzę pazernego pedofila, który naiwnych straszy piekłem. Marzy mi się rozwalenie "tego kraju" i przerobienie go na nasz Polin, w którym byłoby normalnie, tzn. kościoły jako Muzea Ateizmu, księża w obozach, my bylibyśmy panami, a goje pracowaliby na nas. Oczekuję więc propozycji, bo mi się skończyły pomysły. Bluzgam w kółko to samo, rechoczę głupkowato "buhahahaha", słowem robię tu z siebie durnia, i to jeszcze na oczach gojów oraz katolików.
jw.