Wiadomości

Syn Bieruta: Ojciec był zawsze serdeczny, przyjacielski, bezpośredni

Ciężko mieć żal do Jana Chylińskiego (bo tak nazywa się syn Bolesława Bieruta - przyp. red.), że ciepło wspomina swojego ojca. Że robi sentymentalną wyliczankę, według której komunistyczny prezydent, a raczej jego tata, był zawsze serdeczny, przyjacielski, bezpośredni, niewywyższający się, itd.

3 min czytania
Syn Bieruta: Ojciec był zawsze serdeczny, przyjacielski, bezpośredni
Syn Bieruta: Ojciec był zawsze serdeczny, przyjacielski, bezpośredni

Znów możemy przecierać oczy ze zdziwienia. Nie dlatego, że syn Bolesława Bieruta udzielił wywiadu dla radia RMF FM. Znacznie bardziej szokujące jest to, co powiedział potomek komunistycznego prezydenta.

/

Ciężko mieć żal do Jana Chylińskiego (bo tak nazywa się syn Bolesława Bieruta - przyp. red.), że ciepło wspomina swojego ojca. Że robi sentymentalną wyliczankę, według której komunistyczny prezydent, a raczej jego tata, był zawsze serdeczny, przyjacielski, bezpośredni, niewywyższający się, itd.

 

Zaskoczenie mogą budzić jednak dalsze wypowiedzi Chylińskiego, który wciela sie niejako w rolę adwokata swojego ojca. Odrzuca też argumenty o poddańczej postawie jego ojca wobec Moskwy. "Przede wszystkim to posłuszeństwo można mu zarzucać, jak już był w funkcji tej głowy państwa po wojnie. Bo przedtem - o jakim posłuszeństwie mówimy. Myślę, że miał jakieś wpojone zasady służenia międzynarodowej rewolucji, tak to można powiedzieć" - mówi syn Bolesława Bieruta. W podobnym tonie odpiera zarzuty o przynależności jego ojca do NKWD: "To bzdura. (...) Uważał, że jeszcze wciąż nie zrobiono wszystkiego, co powinno się zrobić, ale uważał, że wszystko, co się tworzy w tej Polsce jest niezwykle pozytywne" - mówi Chyliński. Jego zdaniem, Bierut nie mógł zapobiec represjom, "nie był w stanie".

 

A co ze zmianą symboli narodowych? Tutaj również potomek komunistycznego szybko znajduje odpowiedź: "Z tym hymnem to jest kompletna bzdura. Jeśli były jakieś dyskusje, to nad tekstem. Zresztą można powiedzieć, że w pewnym stopniu logicznego podejścia coś w tym było. Bo Marsz, marsz Dąbrowski, z ziemi włoskiej do Polski - no pasuje i w tym czasie, i obecnie do sytuacji Polski, raczej jak pięść do nosa. Ale jest to już tradycja historyczna, stąd się to słownictwo utrzymało. O ile wiem, to dyskusje i rozważania dotyczyły tego, czy tekstu historycznie nie uwspółcześnić. Ale w żadnym wypadku samego hymnu, w sensie muzycznym" - tłumaczy Chyliński.

 

Właściwie jedynym wyrzutem, jaki syn Bieruta czyni swojemu ojcu jest jego uległość wobec Jakuba Bermana. Zdaniem Chylińskiego "błędne posunięcia" jego ojca były wynikiem rad i nacisków przedstawiciela wąskiego kierownictwa partii. Cała reszta pozostaje na marginesie. Co tam prześladowania, co tam wyroki śmierci, co tam odmowy skorzystania z prawa łaski... Najbardziej "młodego Bieruta" boli to, że jego ojciec przegrywał polityczną batalię z Bermanem. A całą jego działalność polityczną rozgrzesza "wpojonymi zasadami służenia międzynarodowej rewolucji".

 

Casus Jana Chylińskiego pokazuje, że komunizm nie był wyłącznie "pewnym okresem" naszych dziejów, który był sobie i przeminął, pozostawiając tylko zabawne wspomnienia o kolejkach do sklepu i niedostępności towarów. Ale czy ktoś mówi "otwartym tekstem" o tym, że komunizm niszczył ludzką mentalność i wypaczał spojrzenie na wiele istotnych zagadnień? Bo jak wytłumaczyć, że syn komunistycznego notabla mówi o poczynaniach swojego ojca jako zwykłej grze politycznej, bez zająknięcia się o ofiarach czerwonego terroru?

 

Wygląda na to, że Polska ma do czynienia z problemem, jaki spotkał Niemcy. Dzieci zbrodniarzy nie tylko posuwają się do ciepłego wspominania swoich rodziców, ale również usprawiedliwiania i chwalenia ich politycznych posunięć. Są jednak i chwalebne wyjątki. Ciekawe, czy Polska doczeka się swojego Niklasa Franka...

 

Aleksander Majewski

 

 

Komentarze

0 komentarzy

Dodawanie komentarzy wymaga zalogowania.

Polecane

Czytaj dalej