Kiedy ktoś się burakiem urodzi, to burakiem umrze – mawiał jeden z moich profesorów. To oczywiste stwierdzenie można, bez ryzyka pudła zastosować do posła PiS Marka Suskiego, którego bez ryzyka większego błędu określić można „pisowskim buraczkiem”.

A pan poseł oczywiście się nie obrazi, bo ma przecież gigantyczne poczucie humoru, którego wyraz dał na posiedzeniu sejmowej komisji ds. innowacyjności, na którym posła PO Johna Godsona określił mianem „waszego murzynka”. - No, i wasz murzynek głosuje razem z wami – mówił poseł, a jego wypowiedź została zarejestrowana przez kamery TVN 24.
Ta wypowiedź jest jawnie rasistowska. Poseł Suski uprzedmiotawia i depersonalizuje polityka PO, pokazując wyłącznie jego kolor skóry... Ale nie to jest najgorsze dla Suskiego w całej tej sprawie. O wiele groźniejszy jest fakt, że on sam nie ma świadomości, że przekroczył jakiekolwiek granice. On nie rozumie, że pewnych rzeczy człowiek na pewnym poziomie zwyczajnie nie mówi... Bo wie, że to obciach i totalny brak kultury i wyczucia.
Zastanawiające jest także przywiązanie władz Prawa i Sprawiedliwości do posła, który wsławił się darciem listów od biskupów do parlamentarzystów. Podejrzewam, że przyczyna może być tylko jedna. Szefostwo klubu przepada za burakami. To słuszne, bo ja też. Ale wolę je mieć do obiadu niż w Sejmie. I podobne rozwiązanie zalecam klubowi Prawa i Sprawiedliwości.
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.