Wiadomości

Terlikowski: Czy pani Wiśniewska kocha homoseksualistów?

„Homofob misjonarz - piorunująca mieszanka” – tak podsumowała mnie (a dokładniej moją książkę „Homoseksualista w Kościele”) główna rozpracowująca Kościół w „Gazecie Wyborczej” Katarzyna Wiśniewska. I szczerze mówiąc, jako że homofob oznacza już w języku „nowej lewicy” człowieka o normalnym stosunku do homoseksualizmu, to podsumowanie to nawet mi się podoba.

2 min czytania
Terlikowski: Czy pani Wiśniewska kocha homoseksualistów?
Terlikowski: Czy pani Wiśniewska kocha homoseksualistów?

„Homofob misjonarz - piorunująca mieszanka” – tak podsumowała mnie (a dokładniej moją książkę „Homoseksualista w Kościele”) główna rozpracowująca Kościół w „Gazecie Wyborczej” Katarzyna Wiśniewska. I szczerze mówiąc, jako że homofob oznacza już w języku „nowej lewicy” człowieka o normalnym stosunku do homoseksualizmu, to podsumowanie to nawet mi się podoba.

Wcześniejsza część artykułu panny Katarzyny natomiast setnie mnie rozbawiła. Oto bowiem okazuje się, że dowodem na moją zbrodnię homofobii jest choćby to, że przeczytałem Stary Testament i w nim znalazłem dowody na to, że Bóg negatywnie ocenia akty homoseksualne (nota bene w Nowym ocenia tak samo, i o tym też pisałem). Niedopuszczalne jest również to, że przywołuję fakty medyczne dotyczące homoseksualizmu, i że sugeruję – opierając się na wynikach badań – że jest on zwyczajnie niezdrowy (co jest dość oczywiste). Oburza pannę Katarzynę również to, że napisałem, iż homoseksualista nie może być księdzem, bowiem „nie może być kapłanem ktoś, kto nie jest w pełni mężczyzną”.

Wyraźnie wzburzył Wiśniewską także mój krótki apel na końcu książki. „A zamiast epilogu - minikazanie. Terlikowski apeluje do gejów o »przemianę swojego życia«, a heteroseksualistom zaleca wspierać ich modlitwą” – ironizuje Wiśniewska. I chyba ten fragment najlepiej pokazuje, że tak naprawdę nie zależy jej na homoseksualistach, i że w istocie to ona jest autentyczną homofobką. Dlaczego? Otóż, jeśli panna Kasia jest chrześcijanką, to powinna wiedzieć, że akty homoseksualne są grzechem ciężkim. I że jeśli ktoś umiera trwając w takim stanie, to jest bardzo prawdopodobne, że trafi do piekła. Dlatego też trzeba nie tylko mówić mu prawdę o moralnej i religijnej ocenie jego działań, ale także modlić się o to, by wytrwał na drodze czystości. A trzeba to robić z prawdziwej miłości do niego. Miłości, w której nie chodzi o to, by homoseksualiście było przyjemnie, ale o to, by ustrzec go przed wieczną zgubą.

Miłość do drugiego człowieka zakłada też, że mówimy mu prawdę o doczesnych konsekwencjach jego czynów. O tym, że coś szkodzi jego zdrowiu, niszczy jego psychikę, destrukcyjnie wpływa na jego życie. I tak jest właśnie z homoseksualizmem. Akty homoseksualne niszczą ludzi. A mówienie o tym jest ostrzeganiem ich przed możliwymi skutkami. I znów - jak poprzednio - kocha ludzi nie ten, kto mówi im: o jaka fajna przepaść - może się w nią rzucisz, ale ten, kto ostrzega, że krok w tamtym kierunku może być jego ostatnim krokiem.

To, co napisałem, zupełnie jednoznacznie pokazuje, że Katarzyna Wiśniewska i ludzie jej podobni, których można nazwać krótko homofilami – w istocie nie kochają homoseksualistów. A nawet mocniej - tacy ludzie, jak oni, przyczyniają się do doczesnej i wiecznej zguby osób homoseksualnych. A to oznacza, że pani Wiśniewska jest misjonarką deprawacji!

Tomasz P. Terlikowski

 

Komentarze

0 komentarzy

Dodawanie komentarzy wymaga zalogowania.

Polecane

Czytaj dalej