Nie zgadzam się z Tomaszem Lisem niemal w niczym. Uważam, że często szkodzi on Polsce, a jego poglądy są dla jej przyszłości zwyczajnie niebezpieczne. Ale nie mogę nie docenić tego, że potrafił zachować się z klasą.

Różnic, które nas dzielą nie da się ignorować. Tomasz Lis i ja znajdujemy się (i znajdować się będziemy) na antypodach polskiej publicystyki czy metapolityki. Różni nas niemal wszystko: od podejścia do Kościoła, przez rozumienie rodziny, aż po postrzeganie polskiej polityki. Można powiedzieć, że należymy do obcych sobie plemion, które funkcjonują wewnątrz Polski. Tym bardziej więc doceniam gest redaktora naczelnego „Newsweeka” i twórcy portalu naTemat.pl, który zdecydował się wziąć mnie w obronę (nie pierwszy zresztą, bo o sprawie pisali także nasi blogerzy) przed głupią akcją z Facebooka. I dziękuję za niego, tym bardziej, że takie sytuacje nie zdarzają się często.
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.