Wiadomości

Terlikowski: Tchórzostwo chrześcijan w polityce

W Egipcie polała się krew koptyjska. W Iraku chrześcijanie nie mogli obchodzić pasterki, bo grożono im śmiercią, a wcześniej dokonywano zamachów na kościoły. A w Polsce, podający się za chrześcijan politycy, milczą. I to w sytuacji, gdy odwagę upominania się o prawa dla wyznawców Chrystusa mają Włosi.

2 min czytania
Terlikowski: Tchórzostwo chrześcijan w polityce
Terlikowski: Tchórzostwo chrześcijan w polityce

W Egipcie polała się krew koptyjska. W Iraku chrześcijanie nie mogli obchodzić pasterki, bo grożono im śmiercią, a wcześniej dokonywano zamachów na kościoły. A w Polsce, podający się za chrześcijan politycy, milczą. I to w sytuacji, gdy odwagę upominania się o prawa dla wyznawców Chrystusa mają Włosi.

Prezydent Bronisław Komorowski podaje się za katolika. Minister Spraw Zagranicznych Radosław Sikorski również. Nie inaczej jest ze znaczącą częścią polityków obu rządzących obecnie Polską partii (PSL i PO). Tyle, że nic z tego nie wynika. Gdy morduje się chrześcijan, oni milczą. I nawet nie przyjdzie im do głowy, że Unia Europejska mogłaby zaangażować się w obronę ludzi, których podstawowe prawo do wolności sumienia i wyznania jest łamane.

Politykom nie przyszło również do głowy, by – gdy niemała część państw europejskich – broniła krzyża, zaangażować Polskę w taką obronę. Nie widać również zaangażowania w obronę absolutnie fundamentalnych wartości, takich jak obrona życia czy rodziny. I wbrew pozorom nie wynika to z tego, że taka obrona jest niemożliwa. Jak pokazuje przykład włoskiego MSZ chrześcijan można bronić. Niemiecka CDU także w taką obronę się zaangażowała. Dziesięć krajów europejskich podpisało wspólne dokumenty w obronie krzyża. A Irlandia czy Malta otwarcie bronią rodziny i życia.

Jeśli zatem polskie władze tego nie robią, to powód jest inny, niż niemożność działania. Jest nim po pierwsze tchórzostwo. Nasi politycy (także podający się za chrześcijan) zwyczajnie boją się, co o nich pomyślą na salonach i co przeczytają o sobie w liberalnych mediach. I to boją się tak bardzo, że aż im mowę odbiera. Ale jest też drugi powód. Jest nim brak autentycznej wiary. Oni już nie wierzą w to, że ich osobista religijność ma mieć konsekwencje w życiu publicznym. Nie wierzą, że Chrystus jest ich Panem, nie tylko w domu czy w kościele, ale również, gdy sprawują swoje obowiązki publiczne. Nie wierzą, że z tego, jak je wypełniają, także będą rozliczani.

Ten brak wiary można naprawić. Trzeba tylko, by pasterze Kościoła wyraźnie przypominali, że wiara ma konsekwencje, że katolicyzm i Bóg jest ważniejszy niż kolejne wybory czy pochwały w gazetach. Trzeba nie tylko po to, byśmy mogli być dumni z Polski, ale przede wszystkim dlatego, by politycy, o których mowa, nie obudzili się kiedyś – po śmierci – z ręką w nocniku. I by nie usłyszeli: „nie znam Was”.

Tomasz P. Terlikowski

Komentarze

0 komentarzy

Dodawanie komentarzy wymaga zalogowania.

Polecane

Czytaj dalej