Wszyscy jesteśmy Herodami. Dziś w Kościele wspominamy rzeź niewiniątek i czcimy tych pierwszych męczenników. A na naszych oczach królowie Herodowie wydają prawa pozwalające na mordowanie setek milionów ludzi. My zaś wstydliwie milczymy, zasłaniamy się kompromisem.
Oktawa Bożego Narodzenia bynajmniej nie jest milutkim okresem. Już samo Boże Narodzenie wprowadza nas w klimat surowy. Oto Bóg przychodzi na ziemię, ale „nie ma dla niego miejsca w gospodzie”, a „swoi go nie przyjmują”. Słowa te zaś nie dotyczą tylko ich, tamtych, onych, ale także nas – współczesnych chrześcijan, którzy z pośpiechu, zabiegania, a czasem „pobożności” czy dla odmiany politycznej poprawności, nie mamy czasu, by przyjąć Pana do swoich serc, domów, by zawalczyć o Niego.
A potem jest tylko mocniej. Zaczyna się od św. Szczepana – pierwszego męczennika, potem jest święto Jana Apostoła, a dziś przypada święto Świętych Młodzianków, męczenników, czyli wspomnienie dzieci zamordowanych przez Heroda, by nie dopuścić do życia Mesjasza, Króla Izraela. „W Rama daje się słyszeć lament i gorzki płacz. Rachel opłakuje swoich synów, nie daje się pocieszyć, bo już ich nie ma” – czytamy u Jeremiasza.
Opowieść o Herodzie nie powinna nas jednak gorszyć. Nasza cywilizacja, ba – nawet nasze chwalone przez wielu państwo – także godzi się na grzech Heroda. Ono także morduje Boga. I to codziennie. Zgodnie z prawem polskim morduje się rocznie 500 dzieci. „Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, mnieście uczynili” – nauczał zaś Jezus Chrystus. Rozerwanie na strzępy naszych najmniejszych braci jest więc rozerwaniem na strzępy samego Chrystusa. I nie ma przed tym ucieczki.
Herod zamordował kilkadziesiąt, może sto dzieci – w Polsce ginie ich rocznie 500, na świecie, także rocznie, 42 miliony. A świat przygląda się temu z obojętnością, albo walczy o „prawo do wyboru”, dzięki któremu matki, ojcowie, lekarze i personel medyczny mogą stać się współczesnym Herodem. I wziąć udział w masowym mordzie.
Nie oszukujmy się, że ta sprawa nas nie dotyczy. Ona jest naszą odpowiedzialnością. My będziemy z niej rozliczeni. Na Sądzie Ostatecznym, kiedy ci nasi współcześni męczennicy staną przed nami i zadadzą pytanie: co zrobiłeś, bym żył? Ale i w przyszłości, gdy nasze dzieci i wnuki spytają nas, czy brałeś udział w mordzie? Czy ratowałeś życie? Czy byłeś po stronie morderców czy mordowanych?
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.