Donaldowi Tuskowi obojętny jest los Polaków. Premier Rzeczypospolitej nie znalazł czasu, by w w trakcie unijnego szczytu w Brukseli porozmawiać o dyskryminacji Polaków w Holandii. Lider PO nie znalazł także czasu, by poruszyć ten problem w rozmowie z premierem Holandii.

Swoje milczenie premier tłumaczy w rozmowie z radiem RMF. Jego zdaniem, w czasie szczytu nie było „przewidzianego formatu spotkania polsko-holenderskiego". Problem polega tylko na tym, żę to bzdura, ponieważ w czasie szczytów jest zawsze sporo okazji, by rozmawiać z politykami innych państw, niezależnie od rozmaitych formuł i formatów.
Premier posunął się zresztą jeszcze dalej, sugerując, że dla Polaków ważniejsze jest, aby stanowisko wokół negatywnych zdarzeń w Holandii było stanowiskiem wspólnotowym, a nie tylko tych, którzy czują się dotknięci tym działaniem. Jednym słowem premier uznał, że polskie władze nie powinny bronić Polaków, bo lepiej zrobią to władze innych państw. Niewiele zachowań lepiej pokazuje kolonialną mentalność Tuska i jego ekipy.
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.