Zdaniem Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie, na amatorskim nagraniu z miejsca katastrofy rządowego samolotu w Smoleńsku można usłyszeć rosyjskie, ale i polskie słowa. TVN24 poinformowało natomiast, powołując się na anonimowe źródła, że w samolocie działał system ostrzegawczy TAWS.
Według dziennikarzy alarm rozległ się w kabinie na 30 sekund przed katastrofą i został zarejestrowany przez czarne skrzynki. Dlaczego mimo to samolot obniżał lot? To wciąż pozostaje tajemnicą.
Wcześniej w mediach pojawiały się informacje, że system TAWS, ostrzegający przed zbliżaniem się samolotu do ziemi, był wyłączony. Ekspert lotniczy Tomasz Hypki mówił, że TAWS nie mógł normalnie działać, bo nie miał dokładnych danych o ukształtowaniu terenu wokół lotniska. - Smoleńska nie ma na liście 11 tys. lotnisk, których dane są opracowane przez producentów systemów - mówił Hypki "Rzeczpospolitej".
Tymczasem Biuro Badań Kryminalistycznych ABW zbadało nagranie filmowe z 10 kwietnia 2010, które zostało umieszczone w internecie. Z opinii wynika, iż słychać na nim mowę polską i rosyjską, jednak nie wszystkie słowa można odtworzyć. Ponadto trudno też coś więcej powiedzieć na temat analizy odgłosów przypominających strzały. Problemy te wynikają ze słabej jakości nagrania oraz podejrzenia jego modyfikacji. Kwestia ta będzie przedmiotem dalszych czynności procesowych.
Według oficjalnych komunikatów polskiej strony nie można też dokładnie określić godziny, w której samolot zderzył się z ziemią, choć polskie media podają, że było to ok. 8.40 czasu warszawskiego (strona rosyjska podała oficjalnie, że 8.56)
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.