Jak informuje "Wprost", pieniądze, jakie szef Amber Gold przekazał twórcom filmu "Wałęsa, miały zostać przeznaczone na usługi sponsorskie, a nie na nakręcenie poszczególnych scen filmu. Jedną z twarzy linii lotniczych OLT Express miał być... Andrzej Wajda. Podobno znany reżyser miał zagrać w reklamie.

"Andrzej Wajda wsiada do samolotu OLT Express, leci, wysiada, Robert Więckiewicz leci tymi liniami, wysiada. Do tego urywki z planu Wałęsy, być może krótka wypowiedź reżysera. Wszystko po zmontowaniu miało trwać minutę i sławić dobre imię Amber Gold i Marcina, teraz zaledwie P." - tak w skrócie wygląda scenariusz filmu reklamowego wg tygodnika.
Obecnie pieniądze przekazane przez szefa "złotego interesu" leżą na nieoprocentowanym koncie bankowym. Także sam film czeka na dokończenie. - My z tymi pieniędzmi nie chcemy już mieć nic wspólnego - mówi Michał Kwieciński, szef Akson Studio, producenta "Wałęsy". - Czekamy, aż według odpowiednich procedur pieniądze zostaną od nas odebrane - dodaje Kwieciński.
Jak podaje "Wprost" na potrzeby filmu wydrukowano też ulotki, plakaty, teczki do materiałów promocyjnych, które miały reklamować gdańską firmę. "Amber Gold był bardzo starannie przygotowany do negocjacji umowy z Akson Studio i żadnych oznak nieprofesjonalizmu mogących budzić jakiekolwiek zastrzeżenia nie zauważono" - czytamy w tygodniku.
Chyba najlepiej sprawę Amber Gold i filmu "Wałęsa" oddają słowa Krzysztofa Kłopotowskiego, który napisał na swoim blogu: "Widzę w tym palec Boży. Nawet na dnie największych zwątpień zawsze wierzę w ukryty porządek świata. Ujawnia się naszym oczom w okolicznościach, które można nazwać interwencją nadprzyrodzoną". Ironia krytyka filmowego to najlepszy komentarz do zawieruchy wokół ekranizacji biografii przywódcy "Solidarności".
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.