Jestem przeciwnikiem takiego karania, ale do świątyni to nie pasowało, to było niesmaczne - w ten sposób Lech Wałęsa w programie TVN 24 "Kropka nad i" odniósł się do skazania członkiń Pussy Riot na dwa lata łagru. Wałęsa potwierdził jednak, że stanie w obronie prowokatorek. - Napiszę do Putina. Ale napiszę też do dziewczyn, żeby się tak nie zachowywały - zapowiedział były prezydent.

Sąd Rejonowy w Moskwie skazał trzy członkinie feministycznej grupy Pussy Riot na kary po dwa lata łagru za "chuligaństwo motywowane nienawiścią religijną". 22-letnia Nadieżda Tołokonnikowa, 24-letnia Maria Alochina i 29-letnia Jekatierina Samucewicz były wśród pięciu artystek z Pussy Riot, które 21 lutego w moskiewskim Soborze Chrystusa Zbawiciela wykonały utwór "Bogurodzico, przegoń Putina". Już w marcu zostały aresztowane.
- Nie życzyłbym sobie, by w jakiejkolwiek świątyni wyprawiać takie harce. Ale jak nauczyć dobrego smaku? - mówił Lech Wałęsa. - Pussy Riot ma rację, tylko jak to okazać? Jestem przeciwny takiemu karaniu, ale trzeba je nauczyć smaku, jakiejś podstawowej kultury - dodał.
Były prezydent skomentował też sprawę pracy Michała Tuska. - Też miałem taki problem, gdzie dać dzieci do pracy - wspominał Wałęsa. - Dzieci premierów i prezydentów mają nie pracować, być na utrzymaniu? - pytał.
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.