Chyba można by powiedzieć, że Roman Giertych stał się kimś w rodzaju adwokata obecnej władzy. Wszyscy przecież dobrze pamiętamy jego współpracę z Radkiem Sikorskim, co zastanawiające, także przeciw „Faktowi” (słynny tweet Sikorskiego „Romek pisze pozwy” wszedł już do języka potocznego). Moim zdaniem, z punktu widzenia jakości życia publicznego w Polsce, to wszystko wygląda bardzo źle.

Bardzo dziwię się, że sam premier, któremu przecież powinno zależeć na zachowaniu pewnych pozorów, nie zauważa tego. Sytuacja wygląda tak, że syn premiera, czyli z samego tego faktu, osoba w pewnym stopniu uprzywilejowana, wynajmuje adwokata, który jest znany ze swoich politycznych koneksji (bo chyba mogę tego określenia użyć, wspominając choćby jego bliską znajomość z Radkiem Sikorskim), i próbuje za pomocą procesu zamknąć usta gazecie, która pisała o nim w kontekście bardzo poważnej afery.
Zarzuty Michała Tuska są moim zdaniem kuriozalne. Jeżeli dobrze rozumiem Tuska, to zarzuca on „Faktowi”, że w nadmierny sposób powiązał go ze sprawą Amber Gold. To rodzi pytanie, w jaki sposób pan mecenas Giertych zamierza zdefiniować to „nadmierne” powiązanie. Będzie mierzył rozmiar tekstu w gazecie, ilość użytych słów, czy może liczbę artykułów na ten temat? Trudno to sobie wyobrazić. Faktem jest, że Michał Tusk, jako syn premiera pojawiał się w kontekście afery Amber Gold, ale winien temu nie jest „Fakt”, ale Michał Tusk, który w takiej, a nie innej firmie pracował.
Po drugie, pan premier oraz jego syn muszą zrozumieć, że jeżeli pełni się jedną z najwyższych funckji w państwie, to trzeba pogodzić się z różnymi ograniczeniami i kosztami, które za tym idą. Jednym z takich kosztów jest to, że media mają pełne prawo do tego, by bardzo uważnie przyglądać się także członkom rodziny osoby publicznej i nie ma w tym absolutnie nic złego. Członkowie rodziny, w której jedna z osób jest na świeczniku, także podlegają takiej medialnej lustracji, zwłaszcza w państwie, w którym bardzo często dochodzi do łamania standardów przyzwoitości, a także czasem standardów korupcyjnych (nie mówię, że akurat w tej sprawie też tak jest, ale to się również zdarza, niedawno mieliśmy tego przykłady).
Zupełnie nie rozumiem oburzenia Michała Tuska. Uważam, że to wystawienie bardzo złego świadectwa o sobie samym, a także bardzo złego świadectwa o jego ojcu. Nie wiem, jaki udział ma w tej sprawie premier. Jednak na miejscu Michała Tuska powstrzymałbym się przed takimi działaniami. Komentując tę sytuację mam skojarzenia związane raczej ze standardami białoruskimi czy ukraińskimi, niż zachodnimi.
Not. Marta Brzezińska
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.