Książka Jana Tomasza Grossa jeszcze nie ukazała się po polsku, a już część autorytetów żydowskich, dotąd przychylnych Polsce, zaczyna twierdzić, że zawarta jest w niej sama prawda. Taką postawę zajął nawet Szewach Weiss, który podkreśla, że „to, co pisze Gross, to nie są bzdury.”.
W „Złotych żniwach” Jan Tomasz Gross uznaje, że w polskim społeczeństwie podczas II wojny światowej uznaną powszechnie normą społeczną było tropienie i wynajdowanie ukrywających się Żydów oraz czerpanie zysków z holokaustu. A Szewach Weiss jest nieco tylko bardziej ostrożny. – Czy to jest prawda? To jest najważniejsze pytanie. Tak, to jest prawda – powiedział Weiss. A potem dodał, zupełnie nie wiadomo na jakiej podstawie, że po 70 latach od II wojny światowej nie jest możliwe rozstrzygnięcie, czy zbrodnie popełniane przez Polaków na Żydach były powszechne.
- Interpretacja to jest już inna sprawa. Czy to było związane z polskim antysemityzmem, mającym swoje korzenie w Kościele, czy to był margines, który rządzi w czasach chaosu, bo ma wygodne warunki, bo cały reżim jest bestialski i diabelski? To jest już sprawa interpretacji – mówił Weiss.
Weiss zapewnił jednak, że „Polacy nie byli najgorsi”. – To ma znaczenie, bo nałożenie na Polskę tego "całego plecaka niemoralności" jest historycznie i moralnie bardzo niesprawiedliwe. Brutalność faszystowska wyszła z Niemiec: z Monachium, z Berlina. Z Reichstagu wyszedł ten diabeł. I teoria i praktyka – podkreślił. – W tej piramidzie zła albo w tej czarnej dziurze zła - Polska nie jest na najgorszym miejscu - mówił Weiss, przypominając, że polskie władze - w odróżnieniu np. od władz Holandii, Norwegii i Francji - nigdy nie współpracowały z hitlerowskimi Niemcami.
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.