Świadectwo

Wychował go gangster. Maryja uratowała mu życie

Historia francuskiego księdza Rene Luca jeży włos na głowie. Jego pięćdziesięcioletnim życiem spokojnie można obdzielić kilka, albo nawet kilkanaście osób. Jako nastolatek ścierał z podłogi krew swojego ojczyma, który popełnił samobójstwo. W kilka lat później stał już w Lourdes, przed obliczem Matki Bożej, by prosić o powołanie kapłańskie.

4 min czytania
Wychował go gangster. Maryja uratowała mu życie
Wychował go gangster. Maryja uratowała mu życie

Historia francuskiego księdza Rene Luca jeży włos na głowie. Jego pięćdziesięcioletnim życiem spokojnie można obdzielić kilka, albo nawet kilkanaście osób. Jako nastolatek ścierał z podłogi krew swojego ojczyma, który popełnił samobójstwo. W kilka lat później stał już w Lourdes, przed obliczem Matki Bożej, by prosić o powołanie kapłańskie.

Rene Luc wychowywał się w skrajnej biedzie. W domu brakowało nawet jedzenia. Pewnie można nawet powiedzieć, że życie uratował mu pies. Żywność dla ludzi była bowiem znacznie droższa niż psia karma. Dlatego w domu Rene częściej znajdował paczkę ze zwierzęcą żywnością. I to nią nierzadko zapychał żołądek.

Jako malec, wędrował między domem własnym a domem opieki społecznej. Tam miało mu być lepiej. Ale wcale nie było. – Będziesz jadł do syta – zapewniała państwowa urzędniczka. To akurat była prawda. Tyle, że serce wyło mu z bólu i samotności.

Wzorem bandyta

Wreszcie matka Rene związała się z Martialem – miejscowym gangsterem. Dziecko wróciło do domu. Obietnica lepszego życia wydawała się realna. Jednak nic z tego – Martial okazał się brutalnym zwyrodnialcem. Pierwszy cios wymierzony matce na oczach małego Rene mówił więcej niż setki wypowiedzianych przysiąg i zapewnień o nowym życiu.

Mężczyzna był bezwzględny. Utrzymywał regularne kontakty z ludźmi z półświatka. Rene Luc wiedział, że to nie jest tylko przemocowiec, ale też bardzo niebezpieczny człowiek, z którym lepiej nie zadzierać. Wreszcie spełnił jedną z tych swoich obrzydliwych obietnic. Podczas kłótni z matką Rene, Martial wziął nóż i płynnym ruchem, jak gdyby umieszczał go w pokrowcu, przebił nim brzuch kobiety.

Wstrząs, szpital, przerażenie – te obrazy pozostały dzisiaj w głowie Rene Luca. Odważną decyzję podjęła tymczasem jego matka: po wyjściu ze szpitala spakowała swoje rzeczy, zabrała syna i uciekła. Byle jak najdalej. Ale od Martiala nie było ucieczki. Bandyta wpadł w szał. Odnalazł uciekinierów, skatował kobietę, a na oczach Rene Luca popełnił samobójstwo.

Chłopak doznał szoku. Jego serce stało się twarde, jak skała. Mama przeżyła, ale młody chłopak widział rzeczy, których nikt nie powinien oglądać, i które nigdy nie powinny się wydarzyć. – Nie wylałem ani jednej łzy. Zresztą nazajutrz po jego śmierci poszedłem do kostnicy. Po raz pierwszy widziałem trupa. Dotknąłem jego policzka: był zimny. „Hej, mamo! Widziałaś!”, powiedziałem do niej zdziwiony. „Można by powiedzieć: kurczak na zimno…” Taki był stan mojej wrażliwości – wspomina Rene.

Przyszedł On. Przyszła Ona

Pojawił się, jak to On, niespodziewanie. Przemówił przez drugiego człowieka. I jak zawsze trochę ironicznie, bo człowiek ten miał za sobą straszną przeszłość. Rene Luc, który trafił do środowisk zbliżonych do tych, w jakich obracał się Martial, pewnego razu przypadkiem znalazł się na spotkaniu z nawróconym szefem nowojorskiego gangu, Nickym Cruzem. To wtedy Rene zaczął się modlić. Cicho, bez efektów specjalnych, ale jednak się modlił. On przyszedł. I zaczął czynić cuda.

Rene Luc rzuca się w wir życia wspólnotowego. Targany wyrzutami sumienia, z przerażeniem odkrywa, w jak strasznym bagnie się znalazł. Wyjeżdża do Lourdes. Wie, że kiedy złapie dłoń Matki Bożej, nic nim nie zachwieje. To tam wydarzyło się to, co najważniejsze. Klęcząc w grocie, przed figurą Maryi, poczuł to. Wiedział, że musi zostać księdzem.

Myśl jest szalona. Jeszcze niedawno żył daleko od Boga, więcej: żył tak, jakby Boga nie było. Widział rzeczy, które odebrały mu nadzieję. A teraz miał zostać kapłanem. Czy to wszystko jest możliwe? – Bóg nie powołuje najlepszych, ja sam jestem tego dobrym przykładem, ale

prosi nas, byśmy dali z siebie, co mamy najlepszego! – mówi dzisiaj.

Świat to za mało

Rene Luc idzie do seminarium. Nie ma problemów z życiem kleryka. Jest zdeterminowany: pragnie zostać księdzem. Wątpliwości? Brak.

Po święceniach rzuca się w przepaść. Ryzyko? Jezu, Ty się tym zajmij! Młody ksiądz jest świadomy tego, że jego życie może owocować na kapłańskiej drodze. Jest pewien, że Bóg już teraz wyprowadza z tego dobro. I dostrzega sens dramatu, którego doświadczył.

Chce być jak Paweł z Tarsu. Rusza na misje. Nie przeraża go ewangelizowanie nawet w najniebezpieczniejszych rejonach świata. Z odwagą wyjeżdża do ogarniętego wojną Libanu. Tuż po upadku ZSRR organizuje konwój humanitarny dla krajów Europy Wschodniej. Jedzie do Republiki Środkowoafrykańskiej, by pracować z trudną młodzieżą zamieszkującą czerwoną dzielnicę miasta Bangi. Widział już wiele, świat nie jest w stanie go przestraszyć.

Jako kapłan w laickiej Francji wkłada bardzo dużo wysiłku w to, by dotrzeć do potrzebujących pomocy. Jest to jednak trudne: z powodu przynależności do Kościoła jest wyszydzany, a wielu traktuje go z rezerwą.

Wbrew dominującej kulturze laickiej René‑Luc organizuje akcje ewangelizacyjne na ulicach miast. Niosąc ze sobą doświadczenie trudnego dzieciństwa, założył specjalną szkołę misyjną dla młodzieży o nazwie Cap Missio.

Wszystko zawdzięcza Bogu oraz Matce Bożej z Lourdes, która przyniosła mu wielki dar kapłaństwa.

 

Tekst ukazał się w oparciu o książkę ks. Rene Luca „Serce pełne Boga”, którą znajdziesz tutaj

źródło: twojawalkaduchowa.pl

Komentarze

0 komentarzy

Dodawanie komentarzy wymaga zalogowania.

Polecane

Czytaj dalej