Pilne

Zderzenie dwóch statków na Morzu Bałtyckim

Dwa statki towarowe zderzyły się w poniedziałek na Morzu Bałtyckim między duńską wyspą Bornholm a południowym szwedzkim miastem Ystad. Rozpoczęto akcję ratunkową, na razie co najmniej dwie osoby uznano za zaginione- poinformowały władze duńskie i szwedzkie.

2 min czytania
Fot. domena publiczna
Fot. domena publiczna

Dwa statki towarowe zderzyły się w poniedziałek na Morzu Bałtyckim między duńską wyspą Bornholm a południowym szwedzkim miastem Ystad. Rozpoczęto akcję ratunkową, na razie co najmniej dwie osoby uznano za zaginione- poinformowały władze duńskie i szwedzkie.

Zarejestrowany w Danii statek Karin Hoej wywrócił się i znalazł się do góry dnem, doniosła Szwedzka Administracja Morska. Na pokładzie znajdowały się dwie osoby, które zaginęły – poinformowało Centrum Połączonych Operacji Obrony Danii (JOC). Drugi statek, zarejestrowany w Wielkiej Brytanii Scot Carrier, był sprawny, a jego załoga bezpieczna.

„Mogę potwierdzić, że zdarzył się wypadek, ale nie znam okoliczności” – Soren Hoj, dyrektor zarządzający firmy spedycyjnej Rederiet Hoj, która jest właścicielem Karin Hoej.

Ujawnił też, że statek, który nie był załadowany, płynął z Södertälje w Szwecji do Nykobing Falster w południowej Danii z dwiema osobami na pokładzie. „Ma miejsce duża akcja ratunkowa” – powiedział Hoj.

Rzecznik Duńskiego Instytutu Meteorologicznego poinformował, że w czasie wypadku, około godziny 3.30, w okolicy panowała mgła.

Wypadek miał miejsce na szwedzkich wodach terytorialnych, a oba statki płynęły w tym samym kierunku, kiedy zetknęły się ze sobą, oświadczył duński JOC.

Dania pomagała władzom szwedzkim w akcji ratunkowej. Z wyspy Bornholm zwodowano łódź ratunkową, a od strony duńskiej wysłano także helikopter. Cywilne statki znajdujące się w pobliżu również pomagały w misji poszukiwawczo-ratowniczej.

Szwedzka agencja informacyjna TT powołała się na rzecznika szwedzkiej straży przybrzeżnej, że jeden ze statków miał 90 metrów długości, a drugi 55 metrów. Natomiast duński JOC nie był w stanie od razu stwierdzić, czy statki przewoziły jakiekolwiek niebezpieczne ładunki.

 

ren/reuters.com

Komentarze

7 komentarzy

Dodawanie komentarzy wymaga zalogowania.

aaaa 14.12.2021, 00:34

Jadą na mapach elektronicznych , mając włączone strefy. Na duńczyku było tylko 2-ch załogantów . Wachtowy pewnie zasnął w fotelu lub wyszedł na chwilę. Urządzenie nawigacyjne są coraz bardziej wyrafinowane, no ale trzeba to umieć prawidłowo obsługiwać. Angole dla odmiany bystrością nie grzeszą. Zdaje się , że byli pod wpływem.

Prezes Go-Go Bar 13.12.2021, 17:48

Uprawiali miłość pod pokładem i biedacy zaginęli.

KW 13.12.2021, 11:27

Dobrze, że nie do góry kołami.

Zenek 13.12.2021, 10:45

Myślałem, że statek ma dno, okazuje się, że ma nogi.

Albert 13.12.2021, 09:29

Ani jedno, ani drugie. Mieli wywalone na wszystko ufając brzęczykom sygnalizacyjnym. Normalna praktyka, choć trzeba być totalnym idiotą, by się tak zachować na Bałtyku.

Detonator 13.12.2021, 08:16

Taka technika, GPS, wszystkie statki widoczne na skyradar a tu się zderzyli. Pijani wszyscy tam byli czy naćpani?

Andrzej 13.12.2021, 07:24

Panie redaktorze statek nie ma nóg, więc nie może być do góry nogami

Polecane

Czytaj dalej