- Wypuszczenie do mediów smrodu o tajnych więzieniach CIA to kolejna pozycja na długiej liście spraw, za które Donald Tusk powinien zostać postawiony przed sądem. Bo nie mam najmniejszych wątpliwości, że sprawa ta odżyła właśnie teraz za jego wiedzą, wśród dziennikarzy mówi się zresztą, że "wyszła" wcale nie z prokuratur, których samodzielność jest w III RP wręcz przysłowiowa, tylko z rządu. Zresztą, stara rzymska zasada każe o sprawstwo podejrzewać tego, kto odnosi największą korzyść - a młócenie przez media sensacji o domniemanym przetrzymywaniu i torturowaniu terrorystów w Polsce korzyść przynosi głównie Tuskowi – pisze w swoim cotygodniowym felietonie dla portalu Interia.pl Rafał A. Ziemkiewicz.

Tych korzyści dla rządu jest kilka. Pomniejsze mają charakter propagandowy. - Premier kreuje się w oczach społeczeństwa na polityka samodzielnego wobec USA, stawiającego się potężnemu sojusznikowi i zapowiadającego dumnie, że nie pozwoli mu z Polski zrobić "bantustanu". Tam, gdzie polityka ma charakter realny, a nie symboliczny, czyli w stosunkach z Niemcami, Rosją i Brukselą, przejawia Tusk twardość meduzy i samodzielność pudelka, czego symbolami raport MAK, blokująca Świnoujście rura i trawa porastająca ruiny stoczni – pisze Ziemkiewicz.
Równie propagandową korzyścią jest dla Tuska pokazanie Europie, że pozostaje posłusznym wykonawcą jej dyrektyw, i że mają one dla niego charakter nadrzędny wobec polskiej racji stanu.
- Jednak główna przyczyna dla której, jak sądzę, wyciągnięto oskarżenia, ma charakter polityczny. Jest to potrzeba wizerunkowego "skasowania" Leszka Millera, stojącego na drodze Palikotowi. Dopóki bowiem Miller panuje nad SLD, a SLD nad swoim żelaznym elektoratem, nie można domknąć socjotechnicznej operacji, jaką był "bunt" Palikota, zgarnięcie przez niego podatnego na populistyczne sztuczki elektoratu i wsparcie nim słabnącej władzy- ocenia publicysta.
Zdaniem Ziemkiewicza, Tusk potrzebuje rozkruszenia SLD dla utrzymania się u władzy do 2014 roku, czyli do czasu, kiedy będą rozdawane europejskie synekury. - Po wyborczej kompromitacji Napieralskiego wydawało się, że będzie to łatwe. Ale wejście do gry Millera, starego cwaniaka, obeznanego z gangsterskimi regułami postkomunistycznej polityki, zmieniło sytuację. Miller nie tylko zatrzymał przewidywany exodus działaczy do palikociarni, kuszącej szerokim otwarciem drogi wewnątrzpartyjnego awansu, ale wręcz zaczyna odwracać tendencję – pisze publicysta.
Całość felietonu na portalu Interia.pl.
eMBe
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.