Wiadomości
Po moim ostatnim wstępniaku rozdzwoniły się w redakcji telefony od znajomych i nieznajomych, dopytujących się o rozszyfrowanie nazwisk bohaterów felietonu. Moje zaklinanie, że to fikcja i postacie wymyślone, nic nie dało. Zagadkowe, że im kreatura gorsza, tym więcej osób przypisywało sobie, że może mieć coś z nią wspólnego. Kompletny brak zrozumienia, że felieton ma prawo przerysowywać cechy, czynić ludzkie wady śmiesznymi – wszystko brano wprost i bardzo osobiście. Komuna śmiechu nie uczyła, a III RP była nadęta jak Wałęsa po pytaniu o Bolka. Odkrycie, że ktoś potrafi powiedzieć albo napisać coś śmiesznego, jest nad Wisłą kopernikańskim przełomem.