Kościół
W pewnym sensie, zapewne nie chcianym przez niego samego, Nietzsche miał rację. Bóg rzeczywiście umarł. Jezus Chrystus, Bóg człowiek, oddał swoje życie za nas. W straszliwych męczarniach skonał i został złożony do grobu. I nie była to w żadnym razie śmierć pozorna, udawana, na próbę, ale zwyczajna (choć równocześnie tak bardzo niezwyczajna) ludzka śmierć. Jezus, jak każdy, lękał się śmierci, prosił, by Ojciec oddalił od Niego ten kielich; jak każdy z nas troszczył się o swoich bliskich (prosząc Jana, by ten zajął się matką) i cierpiał. To nie była jakaś gra, o której wyniku wszyscy wiedzieli. To nie była inscenizacja, oszustwo, boska ściema. Nic z tego. Bóg został zabity naszymi rękoma. Doświadczył pełni ludzkiego życia, ze śmiercią w samotności, pozbawieniu godności, przejściu ku nieznanemu. Tak, On był Bogiem, ale był też człowiekiem i doświadczył w pełni ludzkiej (choć jednocześnie tak nieludzkiej) śmierci i zstąpienia do piekieł, do Otchłani. Wypił do końca kielich ludzkiego życia.