Wiadomości
Za cenę bycia wyśmianą lub okrzykniętą nowym nabytkiem Watykanu, ateistką na drodze do nawrócenia, antyklerykałką poszukującą rozgrzeszenia, krótko mówiąc skruszoną in articulo mortis, wracam do Ratzingera. I mówię: Ratzinger ma rację, gdy pisze, że obecnie Zachód żywi rodzaj nienawiści do samego siebie, że już siebie nie kocha. Że w swojej historii widzi tylko to, co najgorsze, że nie potrafi zobaczyć w niej tego, co wielkie i czyste. Ma rację także wówczas, gdy mówi, że świat wartości, na których Europa zbudowała swoją tożsamość (moje wyjaśnienie: wartości odziedziczonych po starożytnych Grekach i Rzymianach, i po chrześcijaństwie), zdaje się osiągnąć swój kres albo schodzić ze sceny.