Wiadomości
Jeśli ktoś przed przypadek zapomniał o istnieniu zespołu „Elektryczne gitary”, to zapewne właśnie sobie o nich przypomniał. Reaktywacja nastąpiła na deskach amfiteatru opolskiego. Za sprawą jakiegoś wiekopomnego hitu, który znów zabierze nas do lat 90-tych, czyli w czasy, gdy każdy potrafił zaśpiewać do rozstrojonej gitary „Człowieka z liściem na głowie” albo „Noś, noś długie włosy? Nie, to już raczej nie jest możliwe. Do zbiorowej świadomości Kuba Sienkiewicz (znów Sienkiewicz...) powrócił z hukiem, chwytając się sprawdzonego mechanizmu wynalezionego i doprowadzonego do formy krystalicznej przez Macieja Stuhra. Polega to na tym, że wychodzi się na scenę i jedzie po Kaczorze. Wtedy w pakiecie dostajemy niezwykły bonus – czyli piętnastominutowy przelot po wszystkich możliwych mediach w Polsce, a za tak szeroką ekspozycję medialną płaci się zwykle bardzo dużo. Nie w przypadku nurtu, który nazwałbym Kaczo-polo, tutaj rzecz dzieje się w sposób szeptany, furtki otwierają się samoczynnie, em