Wiadomości
Dramat kryzysu związanego z kredytami walutowymi, głównie frankowymi, jest podwójny. Jeden powszechnie znany, bo notorycznie nagłaśniany przez media: w przypadku restrukturyzacji kredytów walutowych (głównie mieszkaniowych) banki poniosą jakoby olbrzymie straty, będą plajtować itd. Jeśli zaś z kolei nie dojdzie do umorzenia długów tzw. frankowiczom, będziemy mieć, i już mamy, dramat, a raczej tysiące dramatów pojedynczych rodzin, które w żaden sposób nie mają szans do końca nawet najdłuższego życia na spłatę kredytów mieszkaniowych zaciągniętych wtedy, gdy frank był o połowę tańszy niż teraz (w stosunku do złotówki). Zresztą na to najdłuższe życie frankowicze raczej szans nie mają, bowiem wegetują w permanentnym stresie, pod nieustanną presją banku i komornika, dochodzi już nawet do coraz liczniejszych samobójstw. Państwo nie może wciąż bezradnie patrzeć na dramaty setek tysięcy polskich rodzin – i nie jest tu nawet tak bardzo istotne to, co przyrzekł przed wyborami obecny prezydent.