Wiadomości
„Święci, doktorzy i hierarchowie Kościoła przez setki lat nie mieli pojęcia o istnieniu zarodków, blastocysty, a nawet komórek jajowych. Teologia od czasów św. Tomasza dowodziła, że człowiek zyskuje duszę po kilkudziesięciu tygodniach (chłopcy znacznie wcześniej niż dziewczęta), a chrzcić się powinno po siedmiu latach, kiedy prawdopodobieństwo przeżycia będzie większe. Losem niemowlaków, dzieci czy poronionych płodów nikt się nie zajmował (nie chowano ich w poświęconej ziemi), a walka z aborcją zaostrzała się tylko wtedy, gdy wojny krzyżowe, epidemie lub inne kataklizmy powodowały naturalny odpływ wiernych. Kategoria „życia poczętego” pojawiła się w języku Kościoła dopiero 20 lat temu (ale jaką już zrobiła karierę! Znacznie większą niż zasada miłości bliźniego)” - oznajmia Środa, łaskawie pomijając taki drobiazg, że niezależnie od sporów o animację, Kościół zawsze potępiał aborcję i uznawał ją za zabójstwo.