Poseł Stanisław Pięta zawsze mógł liczyć na moje poparcie. Wspierałem go i zamierzam wspierać w walce z „gejowskim faszyzmem” i gdy bronił życia od poczęcia do naturalnej śmierci. Podoba mi się również akcja sprzeciwu wobec Ruchu Palikota. Jednak języka, pod jakim ma być ona toczona nie akceptuję.

„Narodowa Deratyzacja Polski - ogólnopolska akcja oczyszczania Kraju z lewackiej hołoty. Czy słyszeliście, że Ruch Poparcia Pajaca z Wibratorem zamierza odwiedzić Waszą miejscowość? Zwracajcie uwagę na przyczepy, informujcie mnie na fb lub telefonicznie: (...). Zorganizujemy im "godne" powitanie każdego dnia w każdym mieście. Będą tak spie.... , że zatrzymają się dopiero u swojego mocodawcy Putina” - napisał na swoim profilu Facebook Stanisław Pięta.
I choć rozumiem jego emocje, bo sam też dawałem się im ponieść pisząc rzeczy mocniejsze, to mam wrażenie, że tym razem poseł przesadził. Terminów typu „deratyzacja” tolerować nie można przede wszystkim dlatego, że są one depersonalizacją przeciwnika. A to jest niezwykle niebezpieczne. I z faktu, że podobny język często stosuje sam Palikot nie wynika, że możemy to zrobić my. Byłoby to zniżenie się do jego poziomu, odrzucenie obowiązku miłości do nieprzyjaciół, a na to katolik i konserwatysta pozwolić sobie nie może.
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.