Rodzina
Choć moje dzieci nie znają jeszcze kolejności dni tygodnia, jakimś cudem bezbłędnie wyczuwają, że jest czwartek. W czwartki budzą się wcześniej niż zwykle i bardziej niż zwykle marudzą. A potem się kłócą, krzyczą, wspinają na meble, z szelmowskim uśmiechem otwierają tę jedyną szufladę, do której nie pozwalam im zaglądać. Mam nieodparte wrażenie, że mnie testują: czy aby na pewno umiem zastosować w praktyce to wszystko, co kilka godzin później zamierzam przekazywać innym rodzicom. Bo w czwartkowe popołudnia prowadzę zajęcia dla rodziców pragnących wychowywać swoje dzieci bez klapsów i krzyków; chcących stawiać im granice, a jednocześnie szanować ich podmiotowość1. Zajęcia pozwalają poczuć wspólnotę doświadczeń – i to jest ogromna siła tych cotygodniowych spotkań. Mamy różne poglądy, różne historie, dzieci w różnym wieku, ale doświadczamy podobnych frustracji i dylematów.