Wiara
O posłuszeństwie zwykliśmy mówić przeważnie pod tym kątem, jaki kreśli nam „zdrowa” teologia duchowości, a więc traktując je jako ćwiczenie w umartwieniu woli własnej w tym celu, by coraz pełniej odczytywać i odpowiadać całym sobą na wolę Pana Boga. Teologia jest tu naprawdę wspaniała: oto bowiem wzajemne ustawienie się dwóch osób w relacji „przełożony – podwładny” daje obu jej uczestnikom pewność, że stoją zarazem w obecności żywego Boga, który jako jedyny jest ich wspólnym Panem, Mistrzem i Przewodnikiem. Jako ludzie wierzący możemy mieć wprawdzie zawsze pewność, że Bóg istnieje i że nas prowadzi, jednak gdy decydujemy się na wejście w relację przełożony – podwładny (obojętnie od której strony), to ta pewność Bożej Obecności i Bożego prowadzenia jest szczególnie żywa: wiemy, że to, co wydarzy się i co dziać się będzie dalej między nami – to na pewno istotna część Jego planu wobec nas i z pewnością dalsze w ów plan wtajemniczenie, dokonywane przez Niego samego. W przestrzeni naszych s