Albania. Najbardziej proamerykański kraj w Europie
Tirana, po latach, wita zimną, bo zimową nocą, choć w dzień można w samym tylko garniturze prażyć twarz w słońcu. Znów jestem w Albanii, niegdyś kraju za najbardziej stalową kurtyną ‒ i to z obu stron komunistyczną. Dziś ten, ponoć jeden z dwóch najbiedniejszych krajów Europy, obok Mołdawii, już nie jest w czerwonym cieniu dyktatora Envera Hodży. Towarzysz Hodża nie kłaniał się Moskwie, ale Marksowi w najbardziej ortodoksyjnej formie ‒ jak najbardziej. Dziś już nikt nie nazywa Albanii „Koreą Północną Europy”, jak niegdyś, a jej stolica przez ostatnie dziewięć lat, gdy mnie nie było, zmieniła się nie do poznania. Ponoć jednak prowincja już w dużo mniejszym stopniu. Tirana przez trzy kadencje rządzona była przez... artystę-malarza Ediego Ramę. Miasto wypiękniało, a dekoracje świąteczne robią wrażenie. Ciekawe, że choć to w większości muzułmański kraj, czas Bożego Narodzenia, być może ze względów komercyjnych, jest widoczny w każdym sklepie.