Kościół
Skoro religia nadal jest w szkołach prowadzona i nie udało jej się jeszcze wyrzucić do katakumb, a za zaoszczędzone pieniądze zorganizować lekcji edukacji seksualnej, to trzeba się z nią jakoś męczyć. Co prawda nie ma obowiązku posyłania na katechezę dzieci, ale zawsze znajdą się jacyś masochiści. Choć do kościoła im nie po drodze, dziecko na religię zapiszą, a potem szukają dziury w całym. Bo jak inaczej wytłumaczyć lament czytelniczki, która pożaliła się „Gazecie Wyborczej”. „Karolina z Poznania, mama pierwszoklasisty, na zebraniu rodziców dowiedziała się, że uczniowie nie ze wszystkich przedmiotów będą mieli ocenę opisową. Na religii dostaną zwykłe stopnie. - Za co? Modlitwy, rysunki, znak krzyża? - pyta. - Przecież przekonywano nas do posyłania sześciolatków do szkół m.in. tym, że ocen nie będzie. Że dzieci dowiedzą się od nauczycieli nie tego, na jaki stopień się nauczyły, tylko tego, co wiedzą, a nad czym jeszcze muszą popracować. Stopnie na religii to mieszanie im w głowach – do