La Salette. Dziś widzimy jakby w zwierciadle, ale kiedyś zobaczymy w pełni
Pierwsze dwa dni naszego pobytu na La Salette to bycie w chmurach. Pierwszego dnia nie było widać nic. I nawet do bazyliki szliśmy na ślepo. Wszyscy zapewniali nas jednak, gdy chmury odejdą zobaczycie, jak tu pięknie. Trudno mi było z tym polemizować, więc tego nie robiłem, choć musiała mi w tej kwestii wystarczyć wiara. Drugiego dnia było odrobinę lepiej, bo… choć chmury nadal przesłaniały rzeczywistość, to były jednak nieco mniej gęste, a do tego, co jakiś czas przesuwały się i odsłaniały czasem kamienną bazylikę, a czasem nawet dom pielgrzyma czy część gór. Nie powiem robiło to wrażenie, ale nadal słyszałem od tych, co przyjechali tu wcześniej: to i tak nic, jak będzie pełna widoczność to dopiero zobaczysz.